ATEST Ochrona Pracy

22 września 2014 r.

[Najnowszy numer] [Prenumerata] [Spis treści]     

 

ATEST 3/2002

Ratownik TOPR

TOPR w akcji... Ratownictwo górskie w Tatrach zachowało wprawdzie swój etos trudnej i ofiarnej służby, ale zmieniło się w pracę wymagającą szczególnych kwalifikacji i specjalistycznego sprzętu, od najnowocześniejszych środków łączności i satelitarnej nawigacji po zestawy do nurkowania w jaskiniach. Toprowcy zmagają się nie tylko z pogodą, górami, stresem i głupotą niedoświadczonych turystów, którzy narażają siebie i innych, muszą też walczyć o pieniądze, których ciągle brakuje. Nowoczesny sprzęt zwiększa skuteczność akcji ratunkowych, ale jest bardzo drogi, a ratownicy nie mogą odmówić niesienia pomocy dlatego, że coś się zepsuło.

Rozmowa z Janem Krzysztofem, Naczelnikiem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Robert Kozela: Co to znaczy być toprowcem?

Logo TOPR Jan Krzysztof: TOPR działa w Tatrach od 1909 roku, powstał jako czwarta organizacja ratownicza na świecie. Zadania, którym muszą obecnie podołać takie organizacje sprawiają, że sama służba społeczna nie wystarcza. W związku z tym część ratowników jest po prostu pracownikami TOPR. Wokół tej pracy, mimo że nie zapewnia ona utrzymania, toczy się całe nasze życie. Toprowców charakteryzuje bardzo silny związek z górami, narciarstwem, wspinaczką.

Jaki charakter organizacyjny ma TOPR?

Jesteśmy stowarzyszeniem kultury fizycznej. W tej chwili jesteśmy finansowani z budżetu państwa na zasadzie zadania zleconego przez Urząd Kultury Fizycznej i Sportu. Od 1 kwietnia bieżącego roku TOPR ma zostać wyłączony ze struktur Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu i przejść do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Uważam, że to jest lepszy pomysł, służby ratownicze powinny znaleźć się w jednej strukturze. (Do MSWiA mają trafić również Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe i grupy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - przyp. R.K.)

Ilu członków liczy stowarzyszenie, ilu jest na etatach, ilu ochotników?

Całe stowarzyszenie ma 250 członków, ale w większości są to koledzy starsi, albo tacy, którym stan zdrowia nie pozwala na aktywną działalność. Natomiast członków straży ratunkowej, którzy mają odpowiednie przeszkolenie, badania lekarskie i uprawnienia do działalności ratowniczej, jest około stu. W tej grupie jest 21 zawodowych ratowników. Dodatkowo na sezon zimowy, w zależności od możliwości finansowych, zatrudniamy od 10 do 15 ratowników do obsługi terenów narciarskich.

Pogotowie działa na stosunkowo niewielkim terenie.

Generalnie jest to teren powiatu tatrzańskiego i Tatr. Teren działań koncentruje się właściwie w promieniu 20 kilometrów. W zimie dyżurujemy we wszystkich ośrodkach narciarskich - są to: Szymoszkowa, Gubałówka, Nosal, Bukowina Tatrzańska, Białka, Kasprowy Wierch. Dodatkowo pełnimy dyżury jednoosobowe w schroniskach w Morskim Oku i na Hali Gąsienicowej. No i stacja centralna w Zakopanem i "toprówka" przy lądowisku śmigłowca obok szpitala powiatowego.

No właśnie, co pewien czas media podnoszą alarm, że TOPR-owi może zabraknąć wsparcia lotniczego.

śmigłowiec TOPR w akcji... Swój śmigłowiec mamy od 10 lat. Jest to nasz drugi śmigłowiec, pierwszy uległ katastrofie. Od 2 lat współpracujemy z lotniczym pogotowiem ratunkowym, któremu oddaliśmy śmigłowiec w bezpłatne użytkowanie w zamian za wspólną realizację zadań. Za kilka tygodni (rozmawialiśmy na początku lutego - przyp. R.K.) śmigłowiec, po wylataniu 1500 godzin, będzie poddany przeglądowi, który potrwa kilka miesięcy. Liczymy na śmigłowiec zastępczy albo będziemy korzystać z maszyny stacjonującej w Krakowie.

Czy kandydat na ratownika musi spełniać jakieś specjalne warunki? Co trzeba zrobić, żeby zostać toprowcem?

Trzeba mieć 18 lat, interesować się górami i zdać egzamin z narciarstwa, wspinaczki, topografii, znajomości Tatr. Potem zaczyna się dwuletni okres kandydacki, podczas którego trzeba ukończyć kurs ratowniczy pierwszego stopnia i zapoznać się z podstawowymi zasadami ratownictwa. Po tym kursie kandydat może brać udział w każdej akcji ratowniczej, realizując zadania adekwatne do swoich umiejętności. Średnio po dwóch latach terminowania składa się uroczystą przysięgę. Jest to zazwyczaj połączone z obchodami Dnia Ratownika. Zgłasza się do nas wielu kandydatów, często są to ludzie młodzi, albo tacy, dla których ratownictwo jest już kolejnym etapem w działalności górskiej.

Dla większości ratowników jest to wprawdzie służba ochotnicza, ale wiąże się z jakimiś obowiązkami.

Czynni ratownicy ochotnicy zobowiązują się do przepracowania społecznie co najmniej 120 godzin rocznie. Są tacy ochotnicy, którzy pracują nawet po kilka tysięcy godzin. Wszystko zależy od możliwości, sytuacji rodzinnej czy sytuacji w pracy. Na przykład w naszych szeregach mamy 8 lekarzy, no i oczywiście wielu ludzi pracujących w różnych zawodach. Wielu ratowników mieszka w okolicy Zakopanego, więc zwołanie ich w trybie alarmowym nie jest trudne. Sami ratownicy etatowi nie wystarczą czasami do prowadzenia dużych akcji. Mamy nawet podstawy prawne do zwalniania ratowników z pracy na czas prowadzenia akcji ratowniczej, ale korzystamy z tego tylko w wyjątkowych przypadkach.

Z jakimi służbami współpracujecie na co dzień?

Ze słowacką Horską Służbą, która też działa na terenie Tatr i z pogotowiem ratunkowym, któremu przekazujemy poszkodowanych lub pomagamy w dojeździe w trudne miejsca, gdyż mamy samochody terenowe.

Po ostatnim śmiertelnym wypadku, w którym życie straciło dwóch toprowców, jeszcze wyraźniej widać specyficzne zagrożenia towarzyszące tej pracy.

Są to zagrożenia, które czekają na każdego turystę, tylko że spotęgowane. Wychodzimy często w złą pogodę, w trudne miejsca. Wtedy, gdy inni schodzą z gór. Jesteśmy świadomi ryzyka i staramy się ograniczyć je do minimum, inwestując w sprzęt i szkolenia. Nam też zdarzają się wypadki, ale to nic niezwykłego w tej służbie.

Jak radzicie sobie ze stresem, wpływem ciężkich przeżyć i tragicznych wypadków na psychikę ratowników?

Na radzenie sobie ze stresem kładziemy nacisk podczas przygotowania ratowników, ale dużo zależy od cech indywidualnych, od odporności każdego z nas. Zdarza się, że po trudnych akcjach jakiś młody ratownik znika i nie wraca już do TOPR-u. Naszą główną metodą zwalczania stresu, a także jedną z metod szkolenia jest szczegółowe omawianie wypadków i innych zdarzeń w górach. Nie tylko pracujemy w górach, tutaj także wypoczywamy, jeżdżąc na nartach, wspinając się. Odporność psychiczna zależy nie tylko od predyspozycji, ale również od pewnego przyzwyczajenia się.

Dziękuję za rozmowę.


Wypadki

Wypadkom ulegają nie tylko turyści, którym ratownicy TOPR niosą pomoc. Toprowcy również zostają ranni lub nawet giną na służbie. Ostatnim głośnym wypadkiem przy pracy była śmierć Marka Łabunowicza i Bartłomieja Olszańskiego, którzy zostali przysypani przez lawinę 30 grudnia 2001 r. Szli z kolegami ratować zaginionych turystów z Trójmiasta. Premier Leszek Miller wdowie po Marku Łabunowiczu i matce Bartłomieja Olszańskiego przyznał specjalne renty.
W szkoleniu ratowników dużą uwagę zwraca się na procedury bezpieczeństwa, m.in. podczas organizowania stanowiska w trudnym terenie, gdy trzeba udzielić natychmiastowej pomocy; podczas organizowania akcji ratunkowych; podczas transportu poszkodowanych itd. Do tego dochodzą procedury bezpieczeństwa związane ze wspinaczką, jazdą na nartach, eksploracją jaskiń, a przy tym nawet z nurkowaniem. Dla ratowników pracujących ze śmigłowca bardzo ważna jest np. odpowiednia asekuracja (podpinanie się do stanowisk asekuracyjnych podczas pracy przy otwartych drzwiach, odpowiednie podpięcie się do liny przy zjeździe). Muszą mieć też prawie kaskaderskie umiejętności - skoki ze śmigłowca z kilku metrów czy asekurowanie noszy wciąganych na pokład przy silnym wietrze.
Ratownicy otrzymują wezwania do "typowych" wypadków, jak np. zasypanie przez lawinę, złamanie nogi na stoku, upadek na skały na trudnym odcinku szlaku. Do poszukiwania ludzi, np. zasypanych przez lawiny, toprowcy wykorzystują również psy, owczarki niemieckie. Ale zdarzają się też sytuacje nietypowe. Na przykład tej zimy zadzwoniła do TOPR-u z Łodzi zrozpaczona matka kilkunastoletniego chłopca, który miał wyruszyć w Tatry z zamiarem popełnienia samobójstwa. Ratownicy znaleźli go na szlaku i przekazali rodzinie. Na stokach narciarskich nie zdarzają się poważne akcje ratownicze. Najczęstsze wypadki to urazy kończyn i czaszki, obrażenia jamy brzusznej, urazy kręgosłupa.

Sprzęt

Do transportu rannych ze szlaków turystycznych, ścian wspinaczkowych, stoków narciarskich i innych miejsc używa się różnych typów noszy. Na przykład nosze typu akia służą do transportu rannych po śniegu na stromych stokach, gdzie prowadzone są przez dwóch ratowników na nartach. Niektóre typy noszy można podpiąć do skutera śnieżnego, co zwiększa szybkość transportu, jeśli oczywiście pozwalają na to warunki terenowe.
TOPR ma szczegółowy regulamin przydziału i obiegu "odzieży roboczej", czyli ekwipunku i sprzętu używanego przez ratowników. Sprzęt i ekwipunek przysługuje wszystkim ratownikom etatowym; ochotnicy wyposażani są w miarę możliwości finansowych. Ratownicy etatowi otrzymują ekwipunek bezpłatnie, ochotnicy płacą całość lub część, ewentualnie otrzymują wyposażenie za darmo - wszystko w zależności od liczby godzin służby. Trudno wymienić wszystkie elementy wyposażenia ratownika. Oto niektóre: kurtka i spodnie gore-tex (zimowe i letnie), bielizna przeciwpotna, spodnie i kurtki z polaru, spodnie i kurtki z materiału nieprzepuszczającego powietrza (wind stop), buty letnie i zimowe (buty zimowe z tworzyw sztucznych przypominają nieco buty narciarskie), czapki, plecaki, gogle, narty i buty narciarskie, kask, uprząż, karabinki, apteczka osobista, czekan, latarka tzw. czołówka (montowana na kasku lub zakładana na głowę), radiotelefon, kijki składane ułatwiające wspinaczkę.
Gdy ratownicy wyruszają ratować ludzi zasypanych przez lawinę, to zabierają m.in. tzw. piepsy, czyli detektory radiowe, sondy i łopaty. Pieps ma funkcję nadawczo-odbiorczą i żeby ratownik mógł wykorzystać to urządzenie do namierzenia zasypanego, ten również musi je mieć. Jednak turyści najczęściej nie kupują tych drogich urządzeń; czasem wypożyczają je na czas wycieczek od przewodników tatrzańskich. Sonda to długa składana rurka, którą wbija się do śniegu po zejściu lawiny, miejsce w miejsce, żeby trafić na zasypanego. Nie zawsze sprzęt można na miejsce akcji przetransportować samochodami, skuterami czy śmigłowcem, czasem trzeba go nieść na własnych plecach, w plecakach lub na nosiłkach, które wyglądają jak sam stelaż od plecaka starszego typu. Oprócz wyposażenia osobistego trzeba często zabrać agregaty prądotwórcze, żywność, namioty.
W apteczce ratownika znajdują się m.in. szyny Kramera do unieruchomienia złamanych kończyn. Przy udzielaniu pomocy poszkodowanemu najpierw taką szynę kształtuje się na zdrowej nodze, a potem mocuje przy pomocy bandaży na złamanej. Szyny te wypierane są przez nowocześniejsze wyposażenie: duże opaski z tworzywa sztucznego, które unieruchomiają nogę po wypompowaniu z nich powietrza. Przy złamaniach kości udowej przydaje się specjalna szyna z naciągiem. W apteczce są też środki przeciwbólowe, bandaże itd.

Śmigłowcem na ratunek

Służbę ratowniczą pełni jeszcze jeden z pierwszych pilotów śmigłowców używanych do ratowania ludzi: Tadeusz Augustyniak. Po raz pierwszy stacjonował on ze śmigłowcem w Zakopanem w roku 1962 przy zabezpieczeniu saneczkarskich mistrzostw świata. Wtedy podejmowano już pierwsze próby lotów ratowniczych w góry, ale trzeba było jeszcze długo czekać na właściwy sprzęt łączności i na silniejsze śmigłowce. Pierwsza akcja ratownicza w Tatrach z użyciem śmigłowca miała miejsce w 1963 r.
Ratownicy pracują w ramach tygodniowych dyżurów po 12 godzin dziennie. Potem tydzień wolnego. Śmigłowiec nie lata nocą, więc dyżur przy nim trwa tylko do zmroku, potem ratownicy przenoszą się do centrali TOPR-u przy ul. Piłsudskiego w Zakopanem, gdzie przebywają do zakończenia swojej 12-godzinnej służby. Ze względu na koszty eksploatacji śmigłowiec używany jest tylko wtedy, gdy zdarzy się jakiś poważny wypadek. Śmigłowiec nie zawsze może polecieć na akcję, jego działanie ogranicza duża mgła lub niski pułap chmur. Zespół śmigłowcowy to dwu ratowników i lekarz.
Trudne akcje z użyciem śmigłowca wiążą się z dużym stresem i odpowiedzialnością, ale ratownicy nie narzekają; nie mówią o tym wprost, ale są dumni z tego, co robią. Akcje ze śmigłowcem można podzielić na takie, przy których da się wylądować i akcje prowadzone z powietrza. Jeśli można wylądować, to ratownicy udzielają pomocy poszkodowanemu i na noszach wnoszą go na pokład. W Tatrach częstsze są jednak akcje drugiego typu, gdzie załoga musi się desantować z pokładu śmigłowca, albo skacząc z wysokości od jednego do kilku metrów, albo zjeżdżając na linie. W czasie, gdy udzielają pomocy, śmigłowiec krąży w okolicy albo siada gdzieś niedaleko, czekając na wezwanie. Potem rannego na noszach i ratownika transportuje się na pokład za pomocą wciągarki lub śmigłowiec przenosi ratowników i poszkodowanego przyczepionych do liny w miejsce, gdzie może wylądować. Jeśli lawina przysypie ludzi, to akcja ze śmigłowcem zwiększa szanse na ich uratowanie. Trudno dokładnie określić, jak długo można przeżyć pod śniegiem, ale nie jest to długi czas.

SOS

Tak - Nie W górach bardzo ważna jest odpowiedzialność oraz odpowiednie wyposażenie turysty i wspinacza. Jednak niezbędna jest również wiedza o sposobach wzywania pomocy. Międzynarodowym sygnałem wzywania pomocy jest sygnał dźwiękowy lub świetlny nadawany 6 razy na minutę; po każdej serii sygnałów minuta przerwy. Jeśli sygnał został zauważony, odpowiedzią jest potwierdzenie dźwiękowe lub świetlne 3 razy na minutę. Po usłyszeniu wezwania pomocy należy zlokalizować miejsce wypadku i wezwać ratowników (jeśli jest taka możliwość jedna osoba zostaje przy poszkodowanym, druga idzie po pomoc; coraz częściej nie jest to konieczne, gdyż pomoc wzywa się przez telefon komórkowy). Sygnałem potwierdzającym potrzebę pomocy ze strony śmigłowca jest sylwetka naśladująca literę Y (obydwie ręce uniesione do góry; Y jak yes - tak). Jeśli nie potrzeba pomocy, jedną rękę unosi się do góry, a drugą opuszcza wzdłuż ciała (odpowiednik litery N jak no - nie). Jeśli w górach zobaczy się śmigłowiec, to nie należy wykonywać gestów pozdrowienia, machanie rękami może być odczytane jako wezwanie pomocy.
Przed wyjściem w góry należy w schronisku, pensjonacie itp. pozostawić informację o trasie wycieczki oraz o planowanym czasie powrotu. Dobrym zwyczajem jest podanie "godziny alarmowej". Jeśli minie podany czas, osoba, u której została zostawiona informacja o wyjściu w góry, zgłasza ten fakt ratownikom. Ratowników o potrzebie pomocy można powiadomić osobiście lub telefonicznie - numer w Zakopanem 20 63 444 (kierunkowy 0-prefix-18), telefon komórkowy: 603 100 100, numer alarmowy dla komórek: 112 (telefon odbiera policja). Przed wyjściem w góry warto włączyć roaming, gdyż Tatry w wielu miejscach są w zasięgu słowackich sieci komórkowych. Po dodzwonieniu się trzeba najpierw podać ratownikom swój numer, co ułatwi kontakt i nie przemieszczać się, gdyż zasięg w Tatrach jest zmienny.

Tekst: Robert Kozela
Zdjęcia: Artur Knyziak


Brak komentarzy

Dodaj swój komentarz  
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2002

Liczba odwiedzin: 15229977