ATEST Ochrona Pracy

20 października 2014 r.

[Najnowszy numer] [Prenumerata] [Spis treści]     

 

ATEST 1/2004

Czy drabina... to maszyna?

Drabina
rys. Sabina Antoniszczak

"460 legislatorów to nieszczęście" - stwierdził prof. Andrzej Zoll w wywiadzie dla "Rzeczypospolitej" nr 277/03. Rzeczywiście, mnożą się nam ustawy dotyczące innych roślin lub czasopism i jeszcze paru równie dziwnych spraw. Te akurat nagłośniono. Ale w ich cieniu, gdzieś na uboczu, w zaciszu ministerialnych gabinetów powstają - i co gorsza, potem obowiązują, akty prawne niższej niż ustawy rangi, lecz równie ważne - rozporządzenia. Wydawałoby się, że powinny prezentować wyższy poziom merytoryczny niż ustawy, bo nie trafiają do parlamentu i legislatorzy amatorzy nie mają szans na ich zepsucie. Ale niestety - tylko wydawałoby się...

Przykładem - najłagodniej mówiąc - niedopracowanego rozporządzenia jest wydane na podstawie art. 23715 § 2 kodeksu pracy rozporządzenie Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 30 września 2003 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie minimalnych wymagań dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy w zakresie użytkowania maszyn przez pracowników podczas pracy (Dz.U. nr 178, poz. 1745). Wydano je w celu - jak głosi przypis do tytułu - wdrożenia postanowienia Dyrektywy 2001/45/EWG (powinno być WE, nie EWG - A.S.) zmieniającej Dyrektywę 89/655/EWG w sprawie minimalnych wymagań ochrony zdrowia i bezpieczeństwa w stosunku do sprzętu używanego przez pracowników w miejscu pracy.

Prawodawcy od paru lat nagminnie wmawiają nam, że ich dzieła są jakie są i takie być muszą, bo "w Unii tak mają", co w wielu przypadkach niekoniecznie okazuje się być prawdą. Jak było tym razem? Porównanie oryginalnego angielskiego tekstu dyrektywy (skorzystałem z Systemu Informacji Prawnej LEX), jego oficjalnego polskiego tłumaczenia (dostępnego na stronie internetowej Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej) i tekstu rozporządzenia wypada interesująco. A jeszcze bardziej interesująco wygląda porównanie z innymi obowiązującymi w Polsce aktami prawnymi, także rzekomo zgodnymi z prawem wspólnotowym.

Osobnym zupełnie tematem jest jakość polskiego tłumaczenia tekstu dyrektywy. Zatrudniani przez UKIE tłumacze znają z pewnością język angielski, niestety gorzej z polskim, o czym świadczą takie np. fragmenty z interesującej nas Dyrektywy 2001/45:

"...Najbezpieczniejszy sposób, w jaki sprzęt ten może być użyty przez pracowników musi dlatego zostać określony; odpowiednie specjalistyczne przeszkolenie pracowników jest zatem wymagane."

"Kiedy notatka obejmująca obliczenia dla wybranego rusztowania nie jest dostępna lub gdy notatka nie obejmuje rozważanych ustawień strukturalnych, należy przeprowadzić obliczenia dotyczące wytrzymałości i stabilności..."

Popełnianie takich tekstów powinno być ścigane na podstawie ustawy z dnia 7 października 1999 r. o języku polskim, której art. 3 ust. 2 stanowi, iż do ochrony języka polskiego są obowiązane wszystkie organy władzy publicznej oraz instytucje i organizacje uczestniczące w życiu publicznym. Ochrona języka polskiego polega - w myśl art. 3 ust. 1 ustawy - m.in. na dbaniu o poprawne używanie języka. Niestety ustawa akurat w tym przedmiocie na zawiera przepisów karnych.

Po tej dygresji wracamy do porównań. Przedmiotem rozporządzenia są - zgodnie z tytułem - maszyny. Ustawowej (tj. sformułowanej bezpośrednio w ustawie) definicji maszyny w Polsce nie ma. Kodeks pracy mówi o maszynach w art. 215 -217, ale ich nie definiuje. Odróżnia natomiast, co wynika z art. 218, maszyny od narzędzi pracy.

W przepisach rozporządzenia MPiPS z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bhp mamy cały rozdział poświęcony maszynom, ale definicji też brak. W § 51 ust. 1. czytamy jedynie: "Maszyny i inne urządzenia techniczne, zwane dalej 'maszynami'..." Czyli - maszyna to maszyna. Koń jaki jest, każdy widzi. Ale i tu rozróżniono (§ 57) maszyny i narzędzia.

Jest natomiast w polskim prawie definicja maszyny zgodna, co należy podkreślić, z prawem wspólnotowym (dyrektywą maszynową 98/37/WE) zawarta w rozporządzeniu RM z dnia 3 lipca 2001 r. w sprawie wymagań zasadniczych dla maszyn i elementów bezpieczeństwa... (Dz.U. nr 127, poz. 1391, ze zm.) oraz w mającym je zastąpić z dniem naszego wejścia do Unii rozporządzeniu MG,PiPS z dnia 10 kwietnia 2003 r. (Dz.U. nr 91, poz. 858). Oto ona: "Ilekroć w rozporządzeniu jest mowa o:
1) 'maszynie' - należy przez to rozumieć:
a) zespół sprzężonych części lub elementów składowych, z których przynajmniej jeden jest ruchomy, wraz z odpowiednimi elementami uruchamiającymi, obwodami sterowania, zasilania, połączonych wspólnie w celu określonego zastosowania, w szczególności do przetwarzania, obróbki, przemieszczania lub pakowania materiałów,
b) zespół maszyn, które w celu osiągnięcia wspólnego efektu końcowego zostały zestawione i są sterowane w taki sposób, aby działały jako zintegrowana całość,
c) wymienne wyposażenie modyfikujące funkcje maszyny, które jest wprowadzane do obrotu z przeznaczeniem do zamontowania przez operatora do maszyny lub szeregu różnych maszyn albo do ciągnika, o ile wyposażenie to nie stanowi części zamiennej lub narzędzia;
"

Rura jest maszyną?

Ale autor będącego przedmiotem naszych rozważań rozporządzenia z 30.09.2003 postanowił wykazać się inwencją i wymyślił własną definicję (§ 1 pkt 1): "Ilekroć w rozporządzeniu jest mowa o 'maszynie' - należy przez to rozumieć wszelkie maszyny i inne urządzenia techniczne, narzędzia oraz instalacje użytkowane podczas pracy, a także sprzęt do tymczasowej pracy na wysokości, w szczególności drabiny i rusztowania."

Zatem w myśl rozporządzenia maszyną jest - wbrew przepisom kodeksu pracy, na podstawie którego rozporządzenie wydano - narzędzie, maszyną jest rura (instalacja wodociągowa), maszyną jest kawałek drutu (instalacja elektryczna), maszyną jest drabina i rusztowanie. Te dwie ostatnie "maszyny" są nowością, bo poprzednie były już wymienione w pierwotnym tekście rozporządzenia, tj. z dnia 30 października 2002 r. (Dz.U. nr 191, poz. 1596).

No a jak "mają w Unii"? W samym tytule dyrektywy mamy use of work equipment by workers at work, co w tłumaczeniu UKIE dokładnie oddano jako "używanie przez pracowników wyposażenia roboczego przy pracy". W tekście ów work equipment zdefiniowano jako any machine, apparatus, tool or installation used at work, uzupełniając potem (w dyrektywie zmieniającej) ten wykaz o work equipment provided for temporary work at a height, czyli sprzęt do "tymczasowej" (dlaczego cudzysłów - wyjaśnię poniżej) pracy na wysokości, do którego w dalszej części tekstu zaliczono drabiny i rusztowania. Zatem dyrektywa nie dotyczy maszyn, do których zalicza się drabiny, lecz sprzętu, do którego zalicza się i maszyny i drabiny. Jest to zgodne i z tekstem i z logiką, czego niestety nie da się powiedzieć o rozporządzeniu.

Zaliczenie przez polskie prawo drabiny i rusztowania do maszyn pociąga za sobą konieczność dostosowania ich do obowiązujących przepisów bhp.

§ 52 ust. 1 ogólnych przepisów bhp stanowi, iż każda maszyna powinna być wyposażona w element sterowniczy przeznaczony do jej całkowitego i bezpiecznego zatrzymywania. Każda, zatem drabina także. Z kolei zgodnie z § 54 ust. 2, maszyny wielostanowiskowe powinny być wyposażone w urządzenia sygnalizacji dźwiękowej lub świetlnej automatycznie wysyłające sygnały uprzedzające o uruchomieniu maszyny. Rusztowania są wielostanowiskowe, nieprawdaż?

Interesujący zapis mamy w § 8 b ust. 3 cytowanego rozporządzenia z dnia 30.09.03: "Drabiny muszą być używane w taki sposób, aby:
1) przez cały czas była zapewniona możliwość bezpiecznego uchwycenia poręczy i wsparcia pracowników;
2) w szczególności, jeśli ładunek ma zostać ręcznie przeniesiony na drabinie, nie może to przeszkadzać pracownikowi w bezpiecznym trzymaniu się poręczy.
"

Drabina musi być zatem wyposażona w poręcz (poręcze). Zgodnie z § 50 ust. 1 ogólnych przepisów bhp drabiny przenośne powinny spełniać wymagania Polskich Norm. Do norm tych niewątpliwie zaliczyć należy PN-EN 131-1:1993 "Drabiny. Terminologia. Rodzaje i wymiary funkcjonalne". Poręcz zdefiniowano tam jako "górne zakończenie drabiny służące do trzymania". Jak wynika z zamieszczonego w normie rys. 16, ma ona formę pałąka wieńczącego drabinę rozstawną. Można się tego trzymać, stojąc na drabinie, ale przy wchodzeniu i schodzeniu, jeśli drabina jest długa, już nie bardzo. Normalny człowiek przemieszczając się na drabinie trzyma się tego, co w cytowanej normie nazwano podłużnicą. W oryginalnym tekście dyrektywy użyto słowa handhold, co rzeczywiście dosłownie znaczy "poręcz, pochwyt". Jak widać, dosłowne tłumaczenie niekoniecznie musi być prawidłowe. Chyba, że autor przepisu naprawdę oczekuje wyposażenia wszystkich drabin we wzdłużne poręcze, na wzór strażackich drabin mechanicznych.

W kolejną pułapkę kurczowego trzymania się oryginalnego tekstu wpadł autor, kilkakrotnie stosując w tekście rozporządzenia sformułowanie "tymczasowa praca na wysokości". Istotnie, temporary work to praca tymczasowa. W zasadzie wiadomo, "co autor miał na myśli" - drabina nie jest stałym stanowiskiem pracy. Sęk w tym, że w polskim prawie pojęcie "praca tymczasowa" ma zupełnie inne - i to ustawowe - znaczenie. Zdefiniowano je w art. 2 pkt 3 ustawy z dnia 9 lipca 2003 r. o zatrudnianiu pracowników tymczasowych (Dz.U. nr 166, poz. 1608) i dotyczy to zupełnie innego stanu faktycznego, niż chwilowe posługiwanie się drabiną. O tej samej pracy tymczasowej jest także mowa w art. 671 § 2 kodeksu pracy. Czyli znowu mamy sytuację, że kodeks pracy - swoje, a wydane na jego podstawie rozporządzenie - coś całkiem innego. Nie można stwarzać w prawie bałaganu tylko dlatego, że tłumacz ma ubogi zasób słów i nie potrafi tłumaczyć inaczej niż dosłownie.

Do Unii wchodzimy niebawem, prawodawców gonią terminy. Ale, jak mówi stare przysłowie, spieszyć się należy tylko przy łapaniu pcheł i jedzeniu ze wspólnej miski. W pozostałych przypadkach mamy efekty, jak wyżej.

dr Aleksander Stukowski

Dodaj swój komentarz


Nieuk: W artykule jest napisane" popełnianie takich tekstów powinno być ścigane z ustawy......" Co tu jest napisane ? wopszcze nipanimaju (2004-01-29)

Też Nieuk: ups.. na podstawie ustawy (2004-01-29)

behapert: kolejny przyklad ignorancji i niesumiennosci legislatorów.Przepisy niech piszą fachowcy.Myślę,ze teraz pospiech przed 1 maja będzie płodził nastepne buble.Zmiany prawa pracy-kodeksu pracy obowiązujacego zaledwie od miesiaca już postuluja prawnicy.Zapisy w naszych przepisach są niejasne, powodujące ptrawny galimatias.Może komuś na tym zależy.a może to tylko przykład naszego niechlujstwa i bylejakości (2004-02-3)

leszczyn: wielkie jaja nieprawdasz (2004-02-17)

Witold: Gdzie są rządowi legislatorzy i uzgodnienia międzyresortowe???? (2004-02-26)

§§: a czy sejm to Wielkanoc??? wszak i tu i tu jaja (2004-04-5)

behapert: W kraju "największych jaj" wielką czczcią otaczamy jajko.dlatego z okazji Świąt swieżego jaja , trzeżwego zajączka i chłodnej głowy życzę Koleżankom i Kolegom internautom oraz Redakcji "ATESTU" (2004-04-9)


Dodaj swój komentarz  
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2004

Liczba odwiedzin: 15558499