ATEST Ochrona Pracy

21 maja 2019 r.

[Najnowszy numer] [Prenumerata] [Spis treści]     

 

ATEST 8/2002

Mówię od siebie
- zapewnia Robert Makłowicz

Małgorzata Mrowiec: Kiedy zaczął Pan gotować?

Robert Makłowicz: Na początku liceum, w końcu lat 70. Zacząłem gotować ot tak i okazało się, że mi się podoba.

Jaka była pierwsza potrawa przygotowana przez Pana - i czy z powodzeniem?

Nie pamiętam potrawy, ani czy się udała. Ale nie mogła to być całkowita porażka, bo pewnie bym się zniechęcił. Przypominam sobie np. jak, będąc w drugiej klasie liceum, zbierałem mule w Bułgarii, gotowałem je, a potem robiłem ciasto, w które wsadzałem mule obrane ze skorupek, panierowałem i smażyłem. Ale chyba nie był to mój pierwszy wyczyn kulinarny.

Ma Pan stosowne wykształcenie, jak na kucharza?

Tak: historyczne. To bardzo stosowne wykształcenie, bo kuchnia wynika z historii, jest jej fragmentem. Historia ma przemożny wpływ na kuchnię; fakt, że w Krakowie jadamy inne potrawy niż np. w Łodzi - to wynik historii.

Gdyby przyszło Panu prowadzić zajęcia z gotowania dla przyszłych kucharzy, od czego by Pan zaczął?

Robert Makłowicz Po pierwsze gotowanie to nie jest prosty zbiór czynności. By zrozumieć kuchnię danego kraju trzeba mieć bardzo solidny - że użyję brzydkiego słowa - background (tło, kontekst - przyp. MM) historyczno-kulturowy. By dobrze gotować, trzeba przekraczać własne przyzwyczajenia, własną mentalność. Nie można gotować dobrze po taisku, korzystając z polskich nawyków kulinarnych, np. robienia zasmażki. Musimy przestać się dziwić temu, co inne w obcej kulturze, musimy się w to wgłębić, zrozumieć. Jeśli ktoś, kto wraca z krajów południowych, mówi: "Wstrętne tam jedzenie, bo wszystko letnie", to znaczy, że jest analfabetą kulinarnym. Nie rozumie, że tam musi być jedzenie letnie, bo na zewnątrz cały czas jest gorąco i nie da się jeść gorącej grochówki.

Panu z łatwością przyszło otwarcie się na inne kuchnie?

Jestem z natury dość kosmopolityczny, uważam, że tkwienie w okowach przyzwyczajeń jednego narodu wyjaławia. Nigdy nie byłem zwierzęco przywiązany do tylko jednego sposobu żywienia: ziemniaczki, kapustka i kotlecik. Poza tym - choć to truizm - podróżowanie sprawia, że zaczyna się rozumieć inne światy, inne kultury.

Co było pierwsze: podróże czy kuchnia?

Na początek - podróże palcem po mapie. Jako dziecko byłem na Węgrzech, w Bułgarii, tam, gdzie można było wtedy bywać, dokąd wszyscy jeździli za wczesnego Gierka. Trochę jeździłem w liceum. W 1980 r. wycieczką z liceum zjechaliśmy całą Europę - od Szkocji po Skandynawię, Francję, szlakiem katedr gotyckich - a przy okazji sami gotowaliśmy. Czytałem książki kucharskie i wyobrażałem sobie różne kraje, gotując ich potrawy. Często trudno było mi odtwarzać obce dania, gdyż w czasach PRL-u wielu potrzebnych składników nie było. Bardzo długo wyobrażałem sobie Hiszpanię, ale późno do niej dotarłem. Także teraz, zanim gdzieś wyjadę po raz pierwszy, najpierw staram się wyobrazić sobie to miejsce poprzez smak: sięgam po przepisy, gotuję, a potem, na miejscu, porównuję.

Przepisy, które Pan proponuje, pochodzą z rodzinnego archiwum, są własnego pomysłu, czy też przywożone z miejsc, w które Pan jedzie?

Wszystkie, jakie pani wymieniła. Rodzinne - przekazywane z pokolenia na pokolenie, zapisane w kajecie prababci... Mam dużo przepisów rodzinnych, niedawno dostałem kolejne - mojej ciotecznej babci, sprzed wojny, spisane ręcznie. Są zróżnicowane. Pochodzę z rodziny wielokulturowej, jak to w Galicji: trochę Ormian polskich, trochę Ukraińców, Węgrów, Austriaków - i to się ładnie wymieszało. Gdy sięgnie się po ówczesne reklamy czy książki kucharskie, okazuje się, że wiele z dań, które w tej chwili uważamy za dziwne, egzotyczne i przynależne obcym kuchniom - było tutaj dawno obecne. Np. w Krakowie była niegdyś restauracja "Secesja", specjalizująca się w owocach morza. Codziennie dowożono znad Adriatyku ostrygi, mule - ludzie to jedli.

Jak dobiera Pan przepisy do danego odcinka "Podróży"?

Zbieram książki kucharskie (mam ich kilkaset, najczęściej przywożone z zagranicy), wiem mniej więcej, co w jakim rejonie Europy się je i gdy program jest poświęcony konkretnemu regionowi, sięgam po oryginalne przepisy, przynależne temu miejscu. Gdy kręcę program o Andaluzji, podaję andaluzyjskie przepisy; nie mogę wymyślać receptur i wmawiać ludziom, że są typowe dla Andaluzji. A jeśli program jest okolicznościowy, albo ma się odbyć w miejscu, gdzie nie ma wyraźnej kuchni regionalnej i nie mogę skorzystać z jej zasobów, wtedy coś wymyślam, nawiązuję np. do okoliczności lub przyrody. Korzystam wtedy z domowego archiwum, zdarzają się też autorskie przepisy.

Przepisy z programu złożą się na książkę?

Może tak, jeszcze nie wiem.

Gotuje Pan w przeróżnych krajach. Jak Pan radzi sobie językowo?

Nie znam perfekt żadnego języka, porozumiewam się tylko po angielsku, dość swobodnie. Natomiast jestem w stanie przeczytać menu w wielu językach, nawet po węgiersku. Byłem na Węgrzech z 50 razy, a ponieważ kwestie kulinarne mnie interesują, więc zapamiętałem, jak się co nazywa. Mam dobrą pamięć, więc jak się dowiedziałem, że jeleń to cervo po włosku, a sum po węgiersku to harcsa - to już mi to zapadło głęboko w moje biedne, wycieńczone wieloletnim spożywaniem wołowiny komórki mózgowe.

A propos, pańskie zajęcie niesie ze sobą niebezpieczeństwo spożycia pokarmów, które szkodzą zdrowiu.

Robert Makłowicz Co do wołowiny, nikt jeszcze nie udowodnił, że rozmiękczenie mózgu u ludzi bierze się stąd, że jedzą wołowinę z prionami - wręcz od tej tezy się odchodzi. Poza tym spędziłem w Anglii przeszło rok, akurat wtedy, kiedy podobno każdy kawałek wołowiny angielskiej był "trujący", więc mogę jeść wołowinę bez obaw, jeśli mózg ma mi się rozlecieć, to się rozleci. Z kolei co do zatrucia, to nigdy w czasie wykonywania zawodu krytyka kulinarnego, ani podczas "Podróży kulinarnych" takowe mi się nie przytrafiło. Zatruto mnie natomiast bezczelnie salmonellą wiele lat wcześniej. Było to wesele kolegi, w jednym z hoteli; z 30 osób się pochorowało - tzw. zbiorowe zatrucie. Poza tym nigdy nic przykrego mi się nie zdarzyło. Bo nie mówimy tu przecież o zwykłej biegunce, która jest wliczona w koszty i zdarza się każdemu - wystarczy zjeść za dużo śliwek.

Nie widujemy Pana w fartuszku i czapie kucharza, za to widzimy, jak oblizuje Pan palce, po czym wsadza je do ciasta, albo oblizuje łyżkę i nurza ją w zupie. Gdzie higiena?!

Powinienem być w czapie, żeby włosy nie wpadały do jedzenia? Ale ja nie jestem agentem sanepidu, to po pierwsze, a po drugie wkładanie czapy poza kuchnią byłoby śmiesznością.

To choćby czepeczek...

... gumowy, w kwiaty najlepiej. Tak, pomyślę o tym... I po trzecie: nie oszukujmy się: wsadzanie palców do sosu jest naturalnym odruchem człowieka.

Ale przyzna Pan, że to niezbyt higieniczne.

Nie, nie przyznam, bo jeśli coś się gotuje, to nawet jak bym tam wsadził nogę, to po dwóch minutach wszystko, co ewentualnie miałbym na tej nodze, zginęłoby w kadzi z sosem gotującym się.

Podczas przygotowywania potraw jest Pan narażony na poparzenia, draśnięcia nożem...

Nigdy się nie skaleczyłem, przynajmniej w czasie realizacji programu. Natomiast poparzyłem się parę razy. Bo sprawdzam ręką np. czy oliwa jest dobrze rozgrzana. Wystarczy niewysoko nad patelnią trzymać dłoń i jeśli po 3 sekundach trzeba ją cofnąć, to znaczy, że tłuszcz ma dobrą temperaturę... (ogląda dłonie).

A zatarł Pan kiedyś oczy ostrą papryczką?

O pewnie, nie tylko oczy. Trzeba wtedy przemywać dużą ilością wody przez 5 minut.

Nie jest Pan specjalnie ostrożny...

A miałbym w zbroi gotować?! W gumowych rękawiczkach i w masce do nurkowania?

W masce Pan akurat gotował...

Ale nie dlatego, żebym się bał zatarcia oczu papryczką.

Produkcję odcinka "Podróży kulinarnych" zaczyna się od wyjazdu na rekonesans w upatrzone miejsce?

Nie jadę tam, gdzie bym chciał jechać. Budżet programu jest żenująco niski i jeśli jedziemy za granicę, to tylko dzięki temu, że ktoś chce, byśmy tam przyjechali. Potencjalni chętni, np. przedstawiciele pensjonatów, oglądają ten program. Jeżeli dostaniemy zaproszenie, jedziemy, robimy rozpoznanie, ustalamy, gdzie zdjęcia będą kręcone i jakie potrawy pokażemy. Scenariusze pisze Przemek Osuchowski; pomysły są albo jego, albo moje, albo wymyślamy to razem. Potem kręcimy.

Wiem od producenta programu, że nie znosi Pan powtórek ujęć.

Nie znoszę. Po pierwsze dlatego, że jestem leniwy. Ponadto nie jestem aktorem, nie uczę się tego, co mówię na pamięć i często przed włączeniem kamery nie wiem, co za chwilę powiem (nie korzystam z telekomputera, wyświetlającego gotowy tekst, to obrażałoby głęboko mnie samego), więc nie jest mi przyjemnie powtarzać to samo.

To prawda, że specjalnie potrafi Pan szybko wlać śmietanę, zabielić zupę, by nie dało się już powtórzyć?

Oczywiście, często tak robię.

Podobno bywa, że straszy Pan ekipę, iż coś nie wychodzi...

Jeśli filmują przez 40 minut latające bociany, a mnie się już coś przypala, to po prostu krzyczę, żeby zajęli się tym, co jest w garnku.

Słyszałam historię o tym, jak gotował Pan sos holenderski w Niemczech. Wyszedł idealny, ale później odkryto, że miał Pan też w odwodzie, cichaczem kupiony gotowy sos z torebki, na wszelki wypadek.

To nędzna plotka. Miałem tę torebeczkę, ale sam jej nie kupiłem; była składnikiem czegoś, co dostałem od biura turystycznego. Sos holenderski jest prosty do zrobienia. I wyszedł idealnie.

Nie widzieliśmy nigdy dotąd na ekranie niczego z torebki?

Na bank.

Ile trwa praca nad odcinkiem programu?

Jeżeli miejsce akcji jest jedno, można nakręcić odcinek w jeden dzień. Ale jeśli trzeba się przemieszczać - jedna część odcinka jest kręcona o 200 km od drugiej - zajmuje to i parę dni.

Nie jest Pan stale w drodze, a w domu tylko gościem?

Nie. Staramy się kręcić parę programów naraz. Generalnie premiera programu jest raz na dwa tygodnie, pomiędzy nadawana jest powtórka. Jeśli zrobimy cztery programy za jednym wyjazdem, to mamy spokój na dwa miesiące. Wyjeżdżam często i chętnie, ale chętnie też wracam, bo lubię Kraków najbardziej ze wszystkich miejsc na świecie i lubię być w domu.

Proszę opisać swój warsztat pracy.

Mam kuchenkę i garnki oraz różne utensylia kuchenne. Kuchenka jest przenośna, stanowi ją płyta kuchenna, z butlą turystyczną i wężem gumowym, żeby dało się ją rozłożyć na szczycie góry albo na brzegu morza.

Pichcił Pan nawet w morzu, stojąc po pas w wodzie, albo na nartach na Kasprowym Wierchu, na wietrze i mrozie. Gotowanie staje się tu sportem ekstremalnym...

Bez przesady, jestem człowiekiem ceniącym sobie własne bezpieczeństwo. Nigdy nie spadłem z niczego, nic sobie nie złamałem, tylko parę razy się przeziębiłem. Raz nagrywałem program z 40-stopniową gorączką, w Hiszpanii, w strasznym upale. Niestety, nie ma "zmiłuj się", gdy mamy pięć dni w Hiszpanii i musimy w tym czasie nagrać materiał.

Jak trafił Pan z gotowaniem w plener?

Gotując trzeba pokazywać naturalne dekoracje, z którymi dana potrawa się łączy. Po doświadczeniach w studio (w programie "Kawa czy herbata") stwierdziłem, że chcę robić program, gdzie będę jeździł po świecie czy całej Polsce i pokazywał potrawy w naturalnym entourage'u. Nakręciliśmy odcinek-pilota z Krakowa - i telewizja program wzięła.

Kto pierwszy degustuje przygotowane dania?

Ja sam, ekipa.

Słyszałam, że jeśli danie Panu się nie uda, nie przyznaje się Pan do tego, lecz zrzuca winę na to, że produkty były nieświeże. I nie częstuje Pan wtedy ekipy.

Nieprawda. Nie daję im spróbować, jeżeli uważam, że coś jest niedobre. Natomiast czasami, gdy robimy coś z rybą i ona leży na półmisku, podczas gdy my powtarzamy ujęcie 10 razy, praży słońce, a przy tym płyniemy tratwą - to siłą rzeczy nie daję tego potem nikomu do zjedzenia. Może wyglądać ładnie, ale wiem, że nie jest dobre.

Najczęściej kwituje Pan swoje danie jako smaczne. Bywa, że jest to kłamstwo?

(przedłużająca się cisza) Pewnie, że tak. Na przykład jeśli wiem, że wszystko zostało zrobione dobrze, ale np. ta ryba, o której wspomniałem, jest drugiej kategorii świeżości. Ale też wiem, że gdy ludzie przyrządzą potrawę według tego przepisu w domu, użyją świeżej ryby - to będzie smaczne.

Kto sieka Panu marchewkę, cebulkę na planie?

Najczęściej obsługa planu.

Podobno potrafi Pan wytknąć, gdy jest grubo i niestarannie posiekane - kąśliwe uwagi o tym przemyca Pan do kamery...

Owszem.

Zwykle stoi nad Panem grupa gapiów. Jak pracuje się Panu, gdy ktoś patrzy na ręce?

Mnie to zupełnie nie przeszkadza. Lubię ludzi, lubię z nimi rozmawiać, a programu nie robię przecież tylko dla siebie, lecz dla nich, więc ich reakcje są naturalnym uzupełnieniem.

Dania z programu trafiają na setki polskich stołów. Ma Pan poczucie misji, odczuwa, że kształtuje gusta kulinarne?

Poczucia misji nie mam. Ale będzie mi bardzo miło, jeśli choć jeden procent ludzi zmieni dzięki temu, co przedstawiam, swoje przyzwyczajenia kulinarne.

Natrafiłam w Internecie na wyznanie pewnego chłopaka: pod wpływem Pana programu postanowił zostać kucharzem.

To mnie wzrusza. To fantastyczny zawód z gatunku artystycznych i jeśli temu zajęciu przywrócimy właściwą mu rangę, to będę szczęśliwy. Gotowanie to forma tworzenia, a najwięksi światowi kucharze to artyści. Warsztatem osiąga się perfekcyjne rzemiosło, ale dopiero iskra Boża sprawia, że wznosimy się ponad ten poziom. Gotowanie jest największą ze sztuk, oddziałuje na wszystkie zmysły: na smak, węch, wzrok, dotyk, słuch.

Na słuch?

Czyż nie jest podniecający dźwięk smażenia skwierczącej na patelni cebulki? To niezwykle przyjemny dźwięk. Albo odgłos parzącej się kawy, dźwięk ekspresu...

W domu Pan jeszcze gotuje, czy ma Pan tego po uszy?

Gotuję. Dzisiaj np. pappardelle (bardzo szerokie wstążki, jajeczny makaron z północy Włoch) z kurkami.

Których prac kuchennych Pan nie lubi?

Wyrabiania ciasta, wałkowania go. I siekania.

Praca z jedzeniem może grozić zbytnim przybieraniem na wadze. Zapobiega Pan temu?

Żadnych diet nie stosuję. Jeżeli chodzi o ruch, to gram w badmintona. Na rowerze nie jeżdżę, bo człowiek się przy tym poci, poza tym jazda na rowerze mnie nudzi. Czasami pływam - ale nie w zimie, nie w Polsce i nie na basenach, bo się brzydzę. W zimie przybieram na wadze, latem tracę. W lecie jeżdżę przeważnie do krajów śródziemnomorskich, tam nawet gdyby się żarło nie wiadomo ile, to się chudnie, bo się je ryby i pije wino. A w zimie je się golonki, więc się tyje.

Mówi się o Panu: osobowość telewizyjna. A widzowie zwyczajnie bardzo lubią Pana oglądać.

Nie wiem, co to znaczy osobowość telewizyjna. Staram się po prostu być sobą. Dlatego wsadzam palce do sosu czy też mówię różne bzdury - bo tak się zachowuję na co dzień. Nikt nie wtłoczył mnie w żadne ramy, a warunkiem tego, że przygotowuję te programy jest to, że chcę to robić.

Uważa Pan swoje zajęcie za poważne?

Jak najbardziej. Można robić bardzo poważne rzeczy nadając im lekko niepoważną formę.

Czy pojechałby Pan w Polskę z cyklem wykładów kulinarnych?

Coś takiego będzie miało miejsce z końcem sierpnia i we wrześniu. Będę gotował swoje potrawy na żywo. Takie pokazy dla ludności, w różnych miastach. Dostaną przepis, zobaczą, jak to się robi. Bez filmowania.

Dotąd odrzucał Pan propozycje udziału w reklamach.

Miałem ich parę. Ale nie dotyczyły produktów, pod którymi mógłbym się podpisać.

Coś zmieniło się w Pana życiu przez "Podróże kulinarne"?

Ludzie mnie rozpoznają na ulicy - jest to czasami przyjemne, czasami uciążliwe. Jest mi łatwiej w urzędach, łatwiej mi pewne rzeczy załatwić, co też jest skandalem, bo świadczy o tym, że obywatele nie są równo traktowani.

Stał się Pan osobą pytaną o zdanie we wszelkich tematach kulinarnych. Czuje się Pan ekspertem, który może odpowiadać na każde pytanie?

Nie, nie czuję. Większość pytań mnie potwornie męczy, ponieważ są głupie, np. jakie jest pana ulubione danie. Jak ktoś, kto się zajmuje kuchnią, może mieć jedno ulubione danie?!

Otworzy Pan własną restaurację?

Nie. Straciłbym wtedy moralne prawo do oceniania innych, musiałbym przestać pisać recenzje kulinarne, bo jak by to wyglądało. Wiem, jak zrobić dobrą restaurację i nawet mógłbym przestać pisać te recenzje, ale prowadzenie restauracji to zajęcie, które strasznie uwiązuje człowieka, kula u nogi. Jeśli się coś firmuje, musi to być absolutnie takie, jak by się chciało - a tego trzeba dopilnować, musiałbym w tej restauracji cały czas siedzieć.

Może gdy już Pan odwiedzi wszystkie interesujące miejsca...

Może, może tak być.

Rozmawiała: Małgorzata Mrowiec
Fot. A. Knyziak i archiwum R. Makłowicza

Dodaj swój komentarz


Fala: Panie Robercie, a może by Pan podał przepis na(2002-08-20)

sebastian: Moja dziewczyna nie umie gotowac ,ale po obejżeniu kilku(2002-09-29)

zepsuty: dziękuje że pan jest. to (2002-10-18)

Jacek Kuchmistrz: Panie Robercie myślę że pan wogóle nie ma pijęcia(2002-12-21)

Bogdan: Panie Robercie tak trzymać, jest OK. To najlepszy polski(2002-12-27)

Ewelina: Panie Robercie, powinien pan się czasem zastanawiać nad tym(2002-12-30)

były kucharz: Pani Ewelino, może pani woli Maćka Kuronia,lub Jego ojca(2002-12-31)

były kucharz: Szanowny Panie Jacku Kuchmistrzu,przepraszam bardzo, ale nie mogę milczeć,jak(2002-12-31)

Bąbel: Pani Ewelino, Górnolotny, to się chyba przez "ó" pisze,(2003-01-2)

KW: Podobnie jak "współczuję" - panie Jacku Kuchmistrzu. Łatwo jest(2003-01-2)

Ewelina: Drogi "Bąblu"- jasne, że to błąd ortograficzny ale ja(2003-01-15)

Ewelina: Do ""byłego kucharza": podobnie jak pan nie lubi milczeć(2003-01-15)

paul: do eweliny. Droga pani profesor wszystkowiedziecąca. czynisz wyrzuty Makłowiczowi,(2003-01-19)

Darek1234: do Ewlwiny / Nie masz racji (2003-01-19)

Adrianna: Witam mam pytanie i prośbe do P.Roberta jak i(2003-01-20)

Anusia: Drogi panie Maklowicz, chce sobie kupić kuchenke gazowa, taka(2003-01-22)

Ewelina: do Darka. Nie nie powiem tak niedługo. No, teraz(2003-01-27)

szakal: Drogi paulu- może i piadiny oraz tiramisu nie da(2003-01-27)

nauczycielka: CZEŚĆ PAUL A po co TY się(2003-01-27)

Darek1234: Wszyscy tak gadacie, obrzucacie błotem Makłowicza (że jest taki(2003-01-29)

Magda (wielbicielka talentu R.M.): Do krytyków i wszystkowiedzących. Ludzie Jesteście(2003-01-30)

Książe z innej bajki: Magda...a ty sprawdź jak sie odmienia "cudzysłów"(2003-01-31)

Deser: Komentatorzy, ile to jadu kiełbasianego potraficie wycisnąć w(2003-01-31)

didi: Jakie niesmaczne(2003-02-7)

Stanisław: Lubię oglądać pańskie programy. Byłoby dobrze gdyby pan panie(2003-02-9)

Darek1234: Popieram Pana Stanisława, ponieważ moja żona siedzi zawsze przed(2003-02-9)

Marian: No dobra ale co ma to wspólnego z BHP. (2003-02-11)

jacek marschall: bardzo fajnie zrobiony program.nagrywam odcinki i często te przepisy(2003-02-13)

WANDA: Szanowny Panie Robercie, Jestem bardzo szczesliwa gdy ogladam Pana(2003-02-22)

asystent: Podaje przepis na kurczaka po cygańsku: 1. Po pierwsze,należy(2003-02-22)

artur: Robercie ,ja Ci po prostu dziękuję za programy. Są(2003-02-24)

Jarek co się kotletom nie kłaniał: Cześć wszystkim, i tym z dysleksjami (lub dyslekcjami) i(2003-02-25)

Jarek co się kotletom nie kłaniał: I do tego radość tworzenia, radość dzielenia się posiłkiem(2003-02-25)

CORNY: Popieram Mariana, że Makłowicz umie tak ŚWIETNIE gotować jak(2003-02-25)

WAFELEK: A wiecie, że chrzan ze słoika to jego zdaniem(2003-02-25)

CORNY: Jasne, że w gotowaniu pasja jest ważna ale po(2003-02-25)

dex: Do DARKA 1234: czy ty w ogóle wiesz co(2003-02-26)

nauczycielka: Droda Magdo (wielbicielko talentu Makłowicza), zastanowiłam się, tak jak(2003-02-26)

Bolo: Ej rebiata , ta strona to strona bhp a(2003-02-26)

szakal: Co ty gadasz Bolo? Co to za(2003-02-26)

Darek1234: Do "dex" czy gotowanie Makłowicza ma coś wspólnego z(2003-02-26)

Jerzy: Szkoda, że nie ma Pańskich programów na DVD. Chętnych(2003-02-26)

ML: Odnośnie Makłowicza BHP do luftu, dodatkowo OCHRONA ŚRODOWISKA. Kto(2003-02-28)

Magdalena: Tak Trzymać Panie Robercie Ja podróżuję razem z Panem(2003-02-28)

WAFELEK: Zgadzam się z ML a wracając do tego, jak(2003-03-1)

szakal: Nadęty, bo z Krakowa... dla tego stara się stylizować(2003-03-1)

SŁOWNIK: LUUUDZIE ZANIM COŚ NAPISZECIE< KORZYSTAJCIE ZE SŁOWNIKA ORTOGRAFICZNEGO TAKIE(2003-03-1)

Bolo: Głupia i porąbana Nauczycielka Beznadziejna baba. Żal mi takich(2003-03-1)

Paula: cze jestem Paula szukam(2003-03-3)

jonasz: cze jestem jonasz k . fajnie że szukasz przyjaciela(2003-03-3)

Bolo z 2003-02-26: Bolo z 2003-03-1 używaj swojej ksywy a nie(2003-03-3)

Małgorzata Orawska: Jest Pan znawcą w dziedzinie kulinarnej, prosze mi powiedzieć(2003-03-24)

WAFELEK: do słownika: LUUUDZIE LUUUUDZIE LUUUUUDZIE LUUUDZIE LUUUUUUUUUUUUUUUDZIE LUUUUUUUUUUDZIE LUUUUUUDZIE(2003-04-2)

Kruszyna: Skoro tak Wam nie podoba się to , co(2003-04-3)

WAFELEK: Wiesz co, Kruszyna? Płace za publiczną TV nie po(2003-04-4)

www.3miasta.pl: Wiecie co LUDZIE ...jak się was czyta to nie(2003-04-4)

uwialbiam dobrze zjesć: wyjatkowyo smaczny program- uwielbiam go ogladać Pan Makłowicz stara(2003-04-6)

uwielbiam dobrze zjeść: Do CORNY- dobrze gotująca anorektoczka? znasz choć jedną? prawda(2003-04-6)

Wielbiciel: Jestem pod wrażeniem wspaniałej umiejętności gotowania i przżądzania wspaniałych(2003-04-7)

Beata C: jestem pod wrażeniem, uczę sie od Pana jak by(2003-04-7)

Terenia: Panie Robecie Całkiem przypadkiem trafilam na tę strone komentarzy(2003-04-10)

CORNY: DO "UWIELBIAM DOBRZE ZJEŚĆ" nie znam żadnej dobrze gotującej(2003-04-16)

lekarz: do Tereni: tak się składa, że jestem po polonistyce(2003-04-16)

Danka: Drogi Panie Robercie, tak trzymać Dziękuję za wszystkie programy,(2003-04-27)

do eweliny: pani Ewelino,najlepiej byłoby nauczyć się podstaw ortografii polskiej,a potem(2003-04-30)

do lekarza: Dysgrafia to w większości przypadków zwykłe(2003-04-30)

Drewniaki - żarłoki (smakosze): Jest Pan wielki Oglądamy Pana programy obowiązkowo. Wiele przepisów(2003-05-18)

magda: Panie Robercie proszę podać przepis na tzw. "PIRÓG" z(2003-07-6)

łasuch: A moze ktoś wie jak przyrządzac ślimaki winniczki tz(2003-07-6)

Vala: Maklowicz to niestety dyletant.Byłby niezłym przewodnikiem wycieczki ale te(2004-03-23)

Jarosz: Widziałem jak na majówce nad rzeką jedli ślimaki winniczki.(2004-03-23)

A. Błażewicz: koniecznie chciałbym sie skontaktowac z p. Makłowiczem i zaprosić(2004-07-6)

Irena z Wrocławia: Panie Robercie, chciałam powiedzieć że Pana program jest świetny,(2004-07-28)

Bolesław: Panie Robercie. Pochlebiam sobie że umiem gotować (na własne(2004-08-2)

martucha: dzieńdobry panie maklowicz bardzo pana lubie oglądać w telewizji.(2004-08-10)

AGATA: oglądam każdy Twój program... mażę o jednej wucieczce kulinarnej(2004-10-29)

michał : do Jacka Marschalla- Jacek napisz coś o sobie ,(2004-11-01)

Henryk Kwiatkowski: Gwoli ścisłosci technologicznej; masło na patelni się topi a(2004-11-16)

Renata Królak ze Stalowej Woli: Bardzo często korzystam z Pana przepisów kulinarnych, moja(2004-12-30)

KOTLET: CZY TO JEST STONA BEHAPOWCÓW CZY KUCHARZY(2004-12-30)

morderca: Ja slimaczki - niestety torturję.Tz po zebraniu umieszczam w(2004-12-30)

LE GOURMET: Cher Ami!Raz "nagabnalem "Pana na ul.Szewskiej-z pytaniem:dlaczego nie emituje(2005-01-31)

OLIWCA: KOCHAM(2005-02-17)

renek: Jest pan geniuszem medialno-kulinarnym. Podziwiam Pana. wyrazy szacunku. Tak(2005-03-27)

Urka: Szukam przepisu na chleb ezechiela lub na chleb esseński.(2005-05-04)

m2: oglądałem niemal wszystkie programy p.Makłowicza do czasu Jego wypowiedzi(2005-06-04)

Mariola Komraus: Jestem zachwycona programami z Panem. Przesylam pozdrowienia z(2005-07-20)

Ewa: Od kilku dni przeszukuję strony internetowe w poszukiwaniu przepisu(2005-09-13)

BHPOWIEC: Po przepisy na chleb proponuję udać się do piekarni(2005-09-14)

OTO PRZEPIS NA CHLEB ESSEŃSKI: CHLEB ESSEŃSKI "Nazwa pochodzi od gminy żydowskiej z(2005-09-28)

GONDEK: TECHNICZNIE TO AMATOR I PAPRUŁA, MIMO TO OGLĄDAM(2005-10-04)

młoda: a gdzie można kupić chleb esseński,chleb ezechiela i wode(2005-10-16)

Guga: bardzo lubie pana program moja rodzina również nie zdążyłam(2005-10-20)

barciu: Ten program jest ciekawy tylko kucharz nieraz(2005-11-10)

Potęga Bogusława: Pana program to wspaniała lekcja historii także kulinarnej. Dużo(2005-11-20)

smakosz: Panie Robercie zawalił Pan Banialuka,że karp na święta to spadek komunizmu -jak Panu nie wstyd mówić głupoty.Dr Rusak ładnie Pana podsumował. Natomist reklamą proszku do prania E przeszedł Pan samego siebie.Galicyjska gwara jest piękna ale nie "przerysowana" przez Pana.Proszę dalej gotować ale nie paplać co ślina niesie. (2005-12-28)

hecny: Panie Robercie szanowny, co to za dziwne patelnie w nowszych programach pojawiaja się,nie błyszczą jak inne naczynia może Pan powiedzieć coś o nich? (2006-02-19)

mangen: Panie Robercie kuchcik to z Pana byle jaki, ale lej woda to i owszem. Tłusto, bez proporcji'zapewne to Panu smakuje,mnie nie. (2006-06-07)

Anna : Uwielbiam Podroze kulinarne Pana Roberta Malkowicza . Sceneria historyczna dodaje smaku jego potraw, ale bradzo prosze Pana Roberta aby nie oblizywal palcow i nie nabieral palcami potraw do sprobowania. To bardzo zle wyglada, mozna przeciez uzywac sciereczek i sztuccow. (2006-08-17)

Boczuś: Kiedy nowe odcinki (2006-10-26)

Joanna Szpalerska, Chociszewo: Oglądałam Pański program o Enduro i zauważyłam, że zachwala Pan piękny gotycki kościół w Świeżawie i chcę powiedzieć, że mieszkam w innym końcu tego kraju i mam niedaleko siebie podobny, ale dużo ładniejszy z wieku XII, w przepięknej dolinie Wisły. Miejsce idealne na kolejny program. Myślę ponadto, że Panu jako historykowi spodoba się to miejsce. Pozdrawiam. Joanna. (2007-02-25)

kingusia: czy moze pan kiedys w programie ugotowac pyszna salatke z makaronu taka jak moja mama dla mnie (2007-10-21)

KINGUSIA :-): niech pan to przeczyta co ma pisala kingusia PROSZE PROSZE PROSZE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:-) :-) (2007-10-21)

wojtek : Nic dodać nic ująć poprostu GOŚĆ. (2007-12-17)

Elżbieta: Artykuł bardzo mi się podoba. Mam pytanie - czy garnki ze stali są szkodliwe i czy zmieniają smak potraw? (2008-04-14)

Andrzej B: Witam. Zwracałem się do wielu programów kulinarnych na internecie z zapytaniem, czy kotlet schabowy jest potrawą rodem z Małopolski czy z Kaszub i od jakiego m. więcej czasy jest datowany? - niestety, nikt do tej pory nie udzielił mi odpowiedzi. Może Pan się nade mną zlituje i mi podpowie jak to jest? Pozdrawiam (2008-07-09)


Dodaj swój komentarz  
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2002

Liczba odwiedzin od 2000 r.: 32903906