ATEST Ochrona Pracy

20 stycznia 2019 r.

[Najnowszy numer] [Prenumerata] [Spis treści]     

 

Kto jest kim w ochronie pracy

ATEST Ochrona Pracy

Kto jest kim

01/2000 03/2000
       Lista nazwisk w bazie danych "Kto jest kim"

ATEST 02/2000

Stanisław Kowalewski

Stanisław Kowalewski
Stanisław Kowalewski

Są środowiska zawodowe, w których prawie każdy jest barwną postacią i są inne, choćby księgowych albo specjalistów bhp, wśród których nadmiar życiowego luzu jest spotykany znacznie rzadziej. Tym bardziej widoczni są tam ludzie o niebanalnych życiorysach i sposobie bycia. Takim właśnie jest mgr inż. Stanisław Kowalewski z Zakładu Techniki Bezpieczeństwa w CIOP.

Warszawiak, ukończył Technikum Mechaniczne, po czym postanowił studiować polonistykę, ale we Wrocławiu. Warszawska filologia była nie gorsza, ale trzeba pamiętać, że pod koniec lat sześćdziesiątych we Wrocławiu działał "Pałacyk", o którym głośno było na całą Polskę. Przychodzili tam studenci, młodzi poeci i muzycy, wiele znanych nazwisk. Legendarna atmosfera. Upłynął niezapomniany rok i Staszek Kowalewski zdecydował jednak zdobyć zawód praktyczny - inżyniera. Rozpoczął studia na wydziale Mechanicznym Politechniki, ale tym razem w rodzinnym mieście. Samo studiowanie przecież mu nie wystarczało; wówczas studenckie życie kulturalne było tak intensywne, jak już nigdy potem. "Stodoła", "Hybrydy" - to nazwy klubów, które pamiętają nie tylko mieszkańcy stolicy. S. Kowalewski skończył także szkołę muzyczną, a że grał na puzonie i to z dużym talentem, więc trafił do najlepszego muzycznego towarzystwa. Grał w różnych zespołach, ale przede wszystkim w Asocjacji "Hagaw", której nagrania można posłuchać teraz tylko podczas audycji "Przeboje dla oldboyów". Odbywał z tą grupą tournée krajowe i zagraniczne, także za oceanem.

Z tych czasów zostały mu przyjaźnie. Wystarczy, że S. Kowalewski znajdzie się w dowolnym dużym mieście Zachodniej Europy, żeby odwiedził go któryś z przyjaciół, znanych jazzmenów. Kiedy w piwnicach staromiejskich grają stary, dobry jazz S. Kowalewski jest w swoim żywiole. Po godzinie, dwóch przejmuje "rząd dusz", bywa, że nieznani mu dotąd muzycy zapraszają go na estradę.

Ale artystą się bywa. Na co dzień Stanisław Kowalewski jest bardzo cenionym inżynierem, specjalistą od pras. Tuż po studiach pracował jako asystent w Zakładzie Metrologii Politechniki Warszawskiej, a później trafił do OBR PLASOMET. Trafił dobrze, bo polskie prasy były wówczas naszą eksportową chlubą. Trafił podwójnie dobrze, bo jego bezpośrednim szefem został dr inż. J. Antosiak, znakomity inżynier, a jednocześnie miłośnik literatury pięknej, znający doskonale np. klasykę niemiecką; potrafiący deklamować z pamięci całe strony poematów Goethego w wersji oryginalnej. To się już nie zdarza, choć tacy właśnie ludzie, taka atmosfera pracy, jakże sprzyja motywacji do zawodowego rozwoju również, a może szczególnie, w inżynierskiej profesji.

Mgr inż. Kowalewski jako ekspert od pras, odwiedził wiele krajów, w których pomagał uruchamiać polskie urządzenia i szkolił miejscową kadrę. Wysłano go np. w pojedynkę do Chin, gdzie przebywał kilka miesięcy. Jego opowieści na temat zwyczajów miejscowych i zachowań administracji są zaskakujące i godne programów w telewizji - w żadnym z reportaży na temat "Państwa Środka" nie spotkałem podobnych informacji. Te egzotyczne podróże obfitowały i w nieoczekiwane przygody. Oto kiedyś spóźnił się warszawski samolot lądujący w Ułan Bator i oficjalny delegat państwowej firmy musiał radzić sobie w stolicy Mongolii cały tydzień (do następnego rejsu do Pekinu). Zdążył poznać w międzyczasie mnóstwo ludzi z mongolskiej stolicy i właściwie żal mu było odjeżdżać. To trudno opisać, tego trzeba posłuchać. Niedawno Koreańczycy zaprosili go jako eksperta do oceny tłoczni nieopodal Seulu.

Boom na polskie prasy się jednak skończył, zakłady tej branży zaczęły ograniczać produkcję, zaplecze naukowe zaczęło się kruszyć. W 1993 r. CIOP poszukiwał specjalistów od pras. S. Kowalewski przyjął propozycję pracy w Zakładzie Techniki Bezpieczeństwa, gdzie kieruje pracownią zagrożeń mechanicznych. Zajmuje się teraz śledzeniem przepisów i norm europejskich, dotyczących maszyn niebezpiecznych. Jest przedstawicielem Polski w Europejskim Komitecie Normalizacyjnym CEN/TC/114 Komisji Bezpieczeństwa Maszyn.

Popularność i sympatię zyskał także wśród dostojnych przedstawicieli nauki o bezpieczeństwie. Zdarzało się, że pierwsze pytanie, jakie stawiał zagraniczny profesor, gdy dowiadywał się, że jestem z Polski, brzmiało: - Czy znasz Staszka Kowalewskiego?

W ubiegłym roku działająca przy naszej redakcji Kapituła wyróżnienia "ZŁOTE SZELKI" przyznała je właśnie Stanisławowi Kowalewskiemu za publikację "Co począć ze starymi prasami". W sposób wzorcowy podjął on bardzo trudne zagadnienie - zapewnienie podobnego poziomu ryzyka przy różnych typach pras. Przeszłość filologiczna widoczna jest w jakości językowej jego tekstów; precyzyjnych i napisanych piękną polszczyzną.

Nawet najbardziej wytężona praca zawodowa mu nie wystarcza. Ma jacht klasy "MICRO" (20 m2 żagla) na Jeziorze Nidzkim i spędza na nim w sezonie letnim każdą wolną chwilę. Swoją obecnością dodaje uroku każdemu towarzystwu: czy są to inżynierowie, muzycy, żeglarze czy po prostu osoby, z którymi przypadkiem wdał się w rozmowę.

 
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2000

Liczba odwiedzin od 2000 r.: 31905157