ATEST Ochrona Pracy

25 marca 2019 r.

[Najnowszy numer] [Prenumerata] [Spis treści]     

 

Kto jest kim w ochronie pracy

ATEST Ochrona Pracy

Kto jest kim

03/2000 05/2000
       Lista nazwisk w bazie danych "Kto jest kim"

ATEST 04/2000

Urszula Pająk

Urszula Pająk
Urszula Pająk

Środowisko krakowskie ma szczęście do postaci niby to apodyktycznych, choć zarazem uległych. Tak mówił o sobie w wywiadzie szef krakowskiego OIP. I chyba podobna mu jest Urszula Pająk, przewodnicząca Małopolskiej Komisji Ochrony Pracy, wspomagającej inspekcję pracy. Wyciszenie pani Urszula ujawnia w kręgu najbliższych pracowników - zamiast kazać coś wykonać, bywa, robi to sama. Za to podczas spotkań publicznych emanuje z niej żywiołowość. Co ważne, ma czytelne poglądy w wielu sprawach i nie boi się ich głosić, choćby były "niepolityczne".

Lubi swoją pracę dlatego, że uznaje jej użyteczność. - Kiedy po raz pierwszy zostałam zatrudniona w dziale bhp krakowskiego TELPODU - mówi - zobaczyłam ludzką krzywdę, wynikającą z nieznajomości przepisów, lekceważenia obowiązków. Pracownicy narażeni na wysokie stężenie "tri", wychodzili z pracy z plamami na twarzy i jakoś nadzór i oni sami bagatelizowali te objawy zatrucia. Nikt nie wiedział, że spotykany w tamtych latach obyczaj picia alkoholu po pracy, najczęściej kilku piw, był dla nich zabójczy. Elementarnych zaniedbań, dziś oczywistych, wtedy nie dostrzegano.

Urszula Pająk miała już wtedy sporą wiedzę toksykologiczną - ukończyła Technikum Chemiczne w Krakowie, a później przez ponad 3 lata pracowała w Instytucie Zootechniki. Tam poznała zagrożenia chemiczne z autopsji. Zajęcie przy tzw. chromatografii bibułowej wymagało stałego kontaktu z pirydyną, w rezultacie czego nabawiła się przewlekłego zatrucia. Była przy tym w ciąży, musiała szukać innej pracy. W ten sposób trafiła do służby bhp.

Wspomniałem, że duże znaczenie miała dla niej praca w TELPODZIE. Z dodatkowego jeszcze powodu. Podjęła zajęcie w służbie bhp bez żadnych kursów, jak to często bywało, z dnia na dzień. Dopiero później ukończyła kursy behapowskie, w tym roczny w szkole inspekcji pracy we Wrocławiu. Od razu szef "rzucił ją na głęboką wodę". Miała "kontrolować nie ujawniając", czyli zaniedbania korygować z kierownikami działów, bez powiadamiania dyrekcji. Za ujawnienie zaniedbań groziły punkty karne i utrata premii miesięcznych. Dobre stosunki procentowały staraniami nadzoru.

Ale na początku lat siedemdziesiątych Uniwersytet Jagielloński poszukiwał specjalisty do działu bhp. W uczelni nie było wówczas takiej osoby, działał tylko tzw. pełnomocnik ds. bhp, który sprawami bezpieczeństwa zajmował się właściwie społecznie. Pani Urszula podjęła pracę w UJ, gdzie do dziś jest kierownikiem działu bhp. Uczelnia zatrudnia 3800 osób i kształci ponad 20 tysięcy studentów.

Sama jest zresztą absolwentką Wydziału Chemicznego UJ. Skończyła, także w UJ, Podyplomowe Studium Prawa Pracy.

Kiedy pytam, jaki problem bezpieczeństwa pracy w uczelni uważa za najważniejszy, odpowiada - zdecydowanie sprawę odpadów. Powstają prawie na każdym wydziale, zawierają bardzo różne szkodliwości: chemiczne, biologiczne i nie bardzo wiadomo gdzie i jak je utylizować. Kiedyś korzystano z mogilników, teraz każdy próbuje się z tym uporać na własną rękę, nie zawsze zgodnie z zasadami bezpieczeństwa. Trudno udawać, że nie ma sprawy, ale jak mądrze pomóc naukowcom? Na to pytanie nie znalazła zadowalającej odpowiedzi. Można zlecić utylizację specjalistycznym firmom, ale ceny ich usług są dla uniwersytetu astronomiczne.

Wyższe uczelnie są terenem bardzo trudnym dla behapowca, nawet dla wielu inspektorów pracy. Udawana czy rzeczywista powaga stanowisk i tytułów działa onieśmielająco na kontrolerów.

Ale Urszula Pająk nie ma takich problemów, utrzymuje znakomite kontakty z dyrektorami instytutów, dziekanami i rektorami. Zapewne doceniają jej bezpośredniość i kompetencję. Tuż po wyborach do władz, na początku roku akademickiego wprasza się na posiedzenia Rad Wydziałów, gdzie koniecznie w ostatnim punkcie ("kto nie chce może wyjść, nikt mnie wówczas nie pogania") mówi o obowiązkach zarządzających. Zwykle spotkanie przedłuża się mocno. Pani Urszula przyznaje, że najskuteczniejsze jest straszenie stosownym artykułem z kodeksu karnego o odpowiedzialności kierowniczej.

Pisuje co roku odezwy do kadry, informacje dla nowo przyjętych studentów - zachęca do bezpiecznych zachowań. Uważa, że w takim miejscu, jak uczelnia, właśnie informacja jest sprawą podstawową. - Mam do czynienia z dojrzałymi, myślącymi ludźmi, trzeba im dać szansę rozsądnego działania, ale i uświadomić wagę tematu - mówi.

Urszula Pająk jest od trzech lat przewodniczącą Wojewódzkiej (obecnie Małopolskiej) Komisji Ochrony Pracy. Ma wyraźną koncepcję działania tej instytucji - nie chce dla niej szczególnej władzy, swojego rodzaju terytorialnych uprawnień sejmowej ROP.

- Powinniśmy być doradcami PIP, ale doradcami z autorytetem. - I rzeczywiście spotkania Rady są bardzo merytoryczne. Koncepcja behapowca jako eksperta bardzo odpowiada Urszuli Pająk. Ekspert ma daleko lepszą pozycję niż behapowiec, nie musi się bać dyrekcji. Tyle że na razie niewielu jeszcze behapowców zasłużyłoby sobie na pozycję eksperta.

Pani Urszula Pająk jest także członkiem Rady Konsultacyjnej przy naszej redakcji. Znamy ją jako osobę bardzo towarzyską, lubiącą śpiew, taniec, narty, gotowanie i życie towarzyskie, bardzo naturalną w stosunkach z ludźmi, o co coraz trudniej.

 
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2000

Liczba odwiedzin od 2000 r.: 32510730