ATEST Ochrona Pracy

25 marca 2019 r.

[Najnowszy numer] [Prenumerata] [Spis treści]     

 

Kto jest kim w ochronie pracy

ATEST Ochrona Pracy

Kto jest kim

06/2012 08/2012
       Lista nazwisk w bazie danych "Kto jest kim"

ATEST 07/2012

Maciej Świerzy

Maciej Świerzy
Maciej Świerzy

Jego rodowe korzenie tkwią od wielu pokoleń w Częstochowie. To miasto i rodzina ze swoimi tradycjami kształtowały jego osobowość. Jest zodiakalnym wodnikiem, czyli, podobno, człowiekiem niezależnym w poglądach i wolnym od sztampowych trendów. Na przestrzeni jego życia "świat" zmieniał się - od siermiężnych lat powojennych przez socrealizm peerelu (dzieciństwo i młodość), po obecną swobodę działalności gospodarczej. Już w szkole podstawowej fascynowały go doświadczenia i eksperymenty przeprowadzane w pracowni fizycznej. Empiryczne sprawdzanie rzeczywistości pozwalało na chłonięcie wiedzy. Dzięki starszemu o 14 lat bratu zaglądał do "Horyzontów techniki" i "Młodego technika" i słuchał porad Słodowego w "Zrób to sam". Lubił i potrafił rysować i malować, ale, w przeciwieństwie do starszego rodzeństwa, do muzyki miał drewniane ucho. Technika i plastyka w połączeniu z duszą trampa (wodnik!) czyniły go wiecznym poszukiwaczem. W nauce miał wzloty (udział w olimpiadach uczniowskich) i spadki formy. Lubił (i dalej lubi) życie barwne i dynamiczne, nie znosił (i nie znosi) marazmu. Pewnie duch Jerzego Dudy-Gracza czy Kaliny Jędrusik (też czestochowianie) oddziaływały na jego podświadomość. Uczęszczał do IV Liceum Ogólnokształcącego im. H. Sienkiewicza, którego abiturientem wiele lat później został Piotr Gadzinowski (tygodnik NIE, poseł na Sejm RP). Tam też zetknął się z olimpijczykami: Jerzym Kulejem i Włodkiem Sokołowskim (skok o tyczce), z którym się kolegował. Burzliwa młodość doprowadziła go w pewnym momencie "pod ścianę". Postanowił poddać się resocjalizacji. Zgłosił się, zdał egzamin wstępny i rozpoczął naukę w szkole oficerskiej o specjalności - mikrofalowe systemy radiolokacyjne. I tak w tej firmie, czyli w Wojsku Polskim, zawsze w stalowym mundurze lotniczym, "przeleciało" mu pół życia (34 lata). Już jako oficer zawodowy z pewnym stażem ukończył wyższe studia zawodowe kontynuując specjalizację, został inżynierem. Wodnik w armii? Właśnie wodnikowe cechy charakteru zapewniały mu barwne trwanie w sztywnych strukturach wojska. Zawsze, pomimo regulaminowych szablonów, szukał i, co ciekawe, znajdował osobliwe sposoby funkcjonowania. Jak każdy początkujący oficer zaczynał od dowodzenia pododdziałem. Ale musiał to łączyć również z realizacją specjalistycznego programu szkolenia operatorów stacji radiolokacyjnych. Po roku został instruktorem, później wykładowcą. Pomysłowość i barwność czyniła go człowiekiem niekiedy kontrowersyjnym, ale... przełożeni potrafili to i dostrzegać, i nawet doceniać. W ostatnich latach służby piastował, jako starszy oficer, samodzielne stanowisko w sztabie związku taktycznego. Czas jednak płynął. W wieku 54 lat starszego oficera namierzył komputer kadrowy - za rok przejście do rezerwy, czyli na emeryturę. Miało to swoją dobrą stronę - wyjście poza codzienny rygor służby, ale mogła to też być gwałtowna "dekompresja" i przejście w próżnię. I chociaż byt materialny był zapewniony, to konieczne stało się znalezienie sposobu na dalsze aktywne życie. Czasy zmieniały się dynamicznie zarówno w armii, jak i w kraju. Co może robić człowiek zbędny? W myśl powiedzenia wtedy jeszcze funcjonującego - jak nie nadaje się do niczego, to może zostać behapowcem. Miał szczęście, dowódca pomysł nie tylko zaaprobował, ale wyraźnie wspierał. W ostatnich miesiącach służby umożliwił mu odbycie kursu podstawowego dla służby bhp. Ponadto przyobiecał zatrudnienie, w charakterze cywilnego pracownika wojska, na stanowisku etatowego behapowca jednostki. Początki, co nie powinno nikogo dziwić, były nie tylko trudne, ale też zaskakujące. Otoczenie pozostało bez zmian, ale cywil Maciej Świerzy znalazł się na zupełnie innej pozycji. Ten etap określa lotem ślizgowym prowadzącym do miękkiego lądowania. Lądowanie się powiodło, pustka się nie pojawiła. Jednak znikąd pomocy. W jednym z fachowych podręczników behapowskich wypatrzył Ogólnopolskie Stowarzyszenie Pracowników Służby Bezpieczeństwa i Higieny Pracy, znalazł adres siedziby oddziału gdańskiego, zgłosił swój akces i złożył ankietę. Sam zarekomendował się, przedkładając zarządowi oddziału dotychczasowe własne opracowania biuletynów behapowskich do użytku wewnętrznego jednostki wojskowej. Został przyjęty do stowarzyszenia, i po dwóch tygodniach, rzucony na głęboką wodę, przeprowadził jeden z tematów wyjazdowego szkolenia. Perfekcyjnie opracowane materiały projekcyjne (wtedy były to wielkoformatowe folie na rzutnik-grafoskop) i fachowa narracja spotkały się ze szczególnie przychylnym przyjęciem uczestników szkolenia. Później brał udział we wszystkich spotkaniach szkoleniowych stowarzyszenia. Po kilku latach opuścił wojsko i przeszedł do pracy w cywilnych zakładach pracy. Pracuje na części etatu i obsługuje inne firmy w ramach długoterminowych umów-zleceń. Po 60-ce ukończył podyplomowe studia w zakresie bhp w CIOP-PIB. Założył i prowadzi z powodzeniem Niepubliczną Placówkę Oświatową kształcenia ustawicznego w dziedzinie bhp. Dalej ma duszę wodnika, nie czuje się zmęczony. Lubi to bhp - i robi to, co lubi.

 
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2012

Liczba odwiedzin od 2000 r.: 32510609