ATEST Ochrona Pracy

25 marca 2019 r.

[Prenumerata] [Spis treści]     

 

Kto jest kim w ochronie pracy

ATEST Ochrona Pracy

Kto jest kim

10/1994 12/1994
       Lista nazwisk w bazie danych "Kto jest kim"

ATEST 11/1994

Irena Leszczyńska

Irena Leszczyńska
Irena Leszczyńska

O pani Irenie usłyszałem przed kilkunastu laty. Zwykle w opowieściach inspektorskich behapowcy byli anonimowi - mówiono co najwyżej: dobrze tę sprawę załatwił behapowiec z zakładów X - i tu padała nazwa fabryki. Z opowieści koleżanki ze Szczecina wynikało, że kierowniczka działu bhp w Policach, Irena Leszczyńska waży się bardzo często mieć inne zdanie niż dyrektorzy kombinatu, jest jednym słowem bardzo pryncypialna. I apodyktyczna. W tym momencie uchyliła się klapka mojej pamięci - jako młody człowiek, którego losy prawie od początku zostały związane z bhp, uczestniczyłem w szkoleniu dla początkujących behapowców w Ośrodku Ministerstwa Przemysłu Chemicznego, który znajdował się właśnie w Policach. Jednym z kompetentnych wykładowców była pani, której sylwetka zapadła mi w pamięci. Traktowała swoje zadanie bardzo poważnie, aż na zbyt, jak na nasze oczekiwania - kilkunastu ludzi z całej Polski, tuż po studiach, zgrupowanych we wrześniu pod Szczecinem... a do "Continentalu" było stamtąd niedaleko. Próby "zmiękczenia" prowadzącej zajęcia okazały się bezskuteczne. Żarty podczas zajęć nie były dobrze widziane. Taka jest pani Irena.

To nazwisko przypomniałem sobie ponownie, kiedy w redakcji otrzymaliśmy od pani Ireny kilka listów w sprawie absurdów w obowiązujących przepisach. Zarzuty te były zawsze konkretne, propozycje radykalne. Pani Irena Leszczyńska jest osobą, która na pewne rzeczy po prostu się nie godzi. Pamięta, że od piaskownicy lubiła przewodzić grupie, co jej zostało do dziś. Zwykle ma własne zdanie, wynikające z gruntownej wiedzy inżynierskiej i broni go do upadłego. Mówi o sobie: "organicznie nie znoszę krętactwa, matactwa, cwaniactwa". Najwyżej ceni profesjonalizm, pracowitość, uczciwość.

Czy teraz jej łatwiej niż przed laty? Socjologowie alarmują: społeczeństwo zmieniło się w ciągu kilku lat w sposób zdumiewający. Liczą się pieniądze, i tylko one. Honor osobisty, duma zawodowa itp. pojęcia spadły zdumiewająco w hierarchii docenianych wartości.

Pani Irena rozpoczęła pracę zawodową w roku 1961 w Zakładach Chemicznych "Zachem" w Bydgoszczy. Jak twierdzi, miała szczęście do zwierzchników - kobiet, do tego mądrych zawodowo. Jedną z nich była inż. Julia Gleń-Cichy, później przez długie lata okręgowy inspektor pracy w Bydgoszczy. Podczas pracy w "Zachemie" pani Irena Leszczyńska ukończyła studia politechniczne wieczorowe na Wydziale Chemii Uniwersytetu im. M. Kopernika w Toruniu (przyznające - to wyjątek - tytuł magistra inżyniera). W roku 1973 otrzymała propozycję przeniesienia służbowego do rozbudowujących się intensywnie Zakładów Chemicznych "Police". Zdecydowała się i trafiła do działu bhp wielkiej fabryki, w której inwestycje trwają do dnia dzisiejszego. Wtedy, poza Hutą Katowice było kilka sztandarowych budów, w tym właśnie Police. Oprócz działających już Wytwórni Kwasu Siarkowego, Fosforowego, Nawozu NP uruchamiano kolejne - Wytwórnię Bieli Tytanowej, Nawozu NPK, Mocznika, Amoniaku, rozbudowywano stary port zakładowy, budowano nowy port itd. Co oznaczała praca w dziale bhp w takich zakładach i w takich warunkach - przy setkach podwykonawców w walce o terminy, "odpuszczanie" niektórych usterek - większość z czytelników pewnie pamięta. Trzeba było albo stulić uszy po sobie i robić na bieżąco dochodzenie powypadkowe i... niewiele więcej, tłumacząc się okolicznościami, albo podjąć próby korygowania ludzkich przyzwyczajeń, obyczajów, które kojarzono z wielkimi inwestycjami.

Początki zatrudnienia pani Leszczyńskiej w dziale bhp w Policach zbiegły się z wizytacją fabryki przez 9 inspektorów pracy, których ściągnięto tu z całego kraju. Przy ogromnej skali przedsięwzięć nie bardzo była w stanie pomóc nawet inspekcja, cóż mogła zdziałać zakładowa służba bhp. Trzeba było zaczynać od podstaw - ingerować już w fazie projektowania, instalacji, pilnować robót i przekazywania do eksploatacji. Stałą partnerką behapowców w fabryce była mgr inż. Bogumiła Kowalska, podobna do p. Ireny pasjonatka bhp. Zdarzały się dni, że spędzały w zakładzie po kilkanaście godzin - ubrane w kaski, gumiaki i ubrania kwasoodporne. Po badaniach dopuszczających do pracy na wysokości - porządek musi być i dotyczy wszystkich - żadne kolumny destylacyjne nie były straszne obu paniom. Tylko w trakcie kontroli przedodbiorowych Wytwórni Bieli Tytanowej zgłoszono około 5 tysięcy nieprawidłowości do usunięcia. Oceniając z perspektywy czasu, najwięcej wysiłku wymagała hermetyzacja układów technologicznych, modernizacja transportu technologicznego, wyegzekwowanie zabudowy dźwiękochłonnej na wielkich instalacjach.

Pani Irena jest konsekwentnym wychowawcą. Wspomina, że przed 21 laty większość załogi stanowili ludzie nie znający przemysłu chemicznego, tym bardziej zasad bezpiecznej pracy - w chemii wyjątkowo skomplikowanych. Po latach, dzięki dobrej współpracy z dyrekcją udało się przede wszystkim zmienić ludzkie zachowanie. I to jest bodaj największy sukces, oprócz tych wymienionych wcześniej zmian środowiska pracy.

Zaskakujące, że przy tak konkretnych, inżynierskich obyczajach, pani Irena ogromnie lubi poezję i to tę najbardziej kobiecą, zwłaszcza Haliny Poświatowskiej. Cytuje słowa siostry poetki: "Chciałabym, aby ludzie jeszcze chociaż przez chwilę, przez rok, miesiąc, dzień o Halinie pamiętali". I pamiętają, ale nieliczni. Za to jakże intensywnie. Pani Irena cytuje z tomiku Poświatowskiej ("Opowieść dla przyjaciela"): ..."to tęsknota napina skrzydła ptakom", a od siebie dodaje "a marzenia uskrzydlają ludzi". Poezja nie znosi nadmiaru słów. Dlatego na tym poprzestanę.

 
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2019

Liczba odwiedzin od 2000 r.: 32510650