ATEST Ochrona Pracy

21 marca 2019 r.

[Prenumerata] [Spis treści]     

 

Kto jest kim w ochronie pracy

ATEST Ochrona Pracy

Kto jest kim

01/1995 03/1995
       Lista nazwisk w bazie danych "Kto jest kim"

ATEST 02/1995

Mirosław Obremski

Mirosław Obremski
Mirosław Obremski

Zgasły światła na widowni opery. Rozpoczął się spektakl "Barona cygańskiego". W jednej ze scen pojawiają się żołnierze rozbitej armii. Łachmany okrywają wychudzone ciała. Nastrój potęguje monumentalna muzyka Straussa i nagle... publiczność zaczyna się gromko śmiać. Jeden z żołnierzy jest jakiś dziwny. Spodnie sięgają mu do kolan a mundur wygląda jak kubraczek. Powaga bijąca z twarzy weterana powoduje, że widzowie śmieją się coraz bardziej. Tak wyglądał debiut sceniczny Mirosława Obremskiego na scenie operowej. A zaczęło się zwyczajnie. Był behapowcem w jednym z teatrów operowych. Wiadomo powszechnie, że do scen zbiorowych angażuje się często obsługę techniczną, a do takiej zaliczani są behapowcy. I Mirkowi Obremskiemu rzucono, jak w wojsku, mundur i buty: ubrać się i wychodzić. Nie trzeba mu było powtarzać dwa razy; jeśli zdarzy się okazja do żartów - jest pierwszy.

To zakpienie z siebie, ale przede wszystkim z pseudoprofesjonalistów (przedstawienie powinno być przygotowane do ostatniego szczegółu), stanowiło zapewne część strategii wychowawczej wprowadzanej w życie przez M. Obremskiego.

Behapowiec w teatrze, a znam takich wielu, ma funkcję trudniejszą niż w wielkim nawet zakładzie przemysłowym. Należy do tła, którego nie dostrzegają soliści, trzecie skrzypce, a nawet balet. Na dostrzeżenie, a w konsekwencji stworzenie szans rozmowy, a tym bardziej wyegzekwowanie wniosków behapowskich, trzeba sobie solidnie i mądrze zapracować. Wiadomo, że artyści równie często (może nawet częściej), jak prości ludzie, nadużywają słów uznawanych za niecenzuralne. Kiedyś, gdy zdarzyło się, że miał zastrzeżenia do zabezpieczenia przeciwpożarowego jednej z przygotowanych scen, "wypożyczył" sobie na stronę realizatorkę i zaczął od słów niecenzuralnych. To ja tu.. za.. za marne grosze, a ty tu chcesz mnie... wsadzić do pudła. Realizatorka najpierw milczała zaskoczona, a później zaczęła się nawet tłumaczyć. Po tym drobnym incydencie przeszli znów na pan, pani, ale współpraca artystów z behapowcem-prewentystą pożarowym zaczęła się układać znakomicie. Z żalem, i tylko ze względu na marne pieniądze, musiał odejść z teatru. Kiedy rozpoczynał pracę w operze, miał już doświadczenie behapowskie. Zaczynał nietypowo. Jest synem retmana, a zawód flisaka jest w jego rodzinie dziedziczony od pokoleń. Ale lata sześćdziesiąte były schyłkowe dla tego, obecnie egzotycznego fachu. M. Obremski uczył się w szkole zawodowej przy bydgoskiej "Kobrze". W 1967 roku został obuwnikiem wykrawaczem, później był instruktorem, konserwatorem sprzętu, brygadzistą. W tym czasie skończył Technikum Obuwnicze. Od 1979 roku pracował w dziale bhp "Kobry", zaliczając również Policealne Studium Zawodowe BHP.

Jako behapowiec poznał także różne duże i małe spółki; ostatnio pracował w bydgoskim "Ruchu". Żartownisie kojarzą się z ludźmi lekko traktującymi także pracę. Inaczej jest z M. Obremskim. Uprawia swój zawód kompetentnie i z przyjemnością. Może dlatego, że nie boi się techniki i rękodzieła. Jak trzeba to dom postawi, wylakieruje samochód, zespawa konstrukcję; jako szanujący prawo ma "papiery" w tych wszystkich zawodach. To przydaje się na każdym kroku. Podczas przeglądu filmów video w Świeciu był najaktywniejszym i wyjątkowo kompetentnym komentatorem błędów popełnionych przez realizatorów filmów. Błędów behapowskich właśnie.

M. Obremski stanowczo powinien założyć kabaret behapowski. Byłaby to na pewno działalność gospodarcza korzystna dla Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników Służby BHP. Bo życie zna z pierwszej ręki, pracując to tu, to tam na części etatu. Zaangażował się na przykład na 1 etatu do firmy świadczącej głównie usługi montażowe, przy czym okazało się, drobnostka, że jest jedynym, który dysponuje uprawnieniami spawalniczymi. Po jakimś czasie wzajemnego tolerowania się z dyrekcją, szef firmy zjawił się u niego z poleceniem: panie kolego, zrób pan ostrą kontrolę bhp. Obremski zrobił, stwierdził, że wszystkie spawarki stwarzają zagrożenie, zabrał wszystkie bezpieczniki (16) i schował do kieszeni - wycinał, jak mówi, źródło zagrożeń. Jest praktykiem - wie, że gdyby zabronił pracować, natychmiast po jego wyjściu zaczęliby robotę na nowo. Po chwili wpadał dyrektor i powiedział: to miała być ostra kontrola, ale nie taka ostra. M. Obremski ubrał się i powiedział: żegnam, wpadnę tu po pieniądze, które mi się należą za poprzedni miesiąc.

Okazuje się, że można być dobrym behapowcem i niekoniecznie robić kontrole w stylu ponurego, obrażonego urzędnika.

Od półtora roku M. Obremski jest prezesem bydgoskiego oddziału Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników Służby BHP. Oddział ten należy do lepszych w kraju (o jego inicjatywach informowaliśmy kilkakrotnie) nie tylko dzięki dobrym behapowcom, którymi obrodziło w tym regionie. W znacznej mierze także dzięki społecznej pracy prezesa, który inwestuje swój czas i umiejętności m.in. w wydawanie informatora dla członków swojego oddziału.

M. Obremski żyje nie tylko pracą. Bardzo lubi przyrodę, z braku możliwości wyjazdu w plener ogląda choćby filmy przyrodnicze. Jest zapalonym wędkarzem, chociaż ostatnio nie miał okazji do większych sukcesów połowowych. Na razie chciałby być najlepszym behapowcem wśród szewców (ta wypowiedź to jego styl właśnie). Plany ma bardzo ambitne, chociaż rodzina twierdzi, że to marzenia, marzenia...

 
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2019

Liczba odwiedzin od 2000 r.: 32448329