ATEST Ochrona Pracy

21 marca 2019 r.

[Prenumerata] [Spis treści]     

 

Kto jest kim w ochronie pracy

ATEST Ochrona Pracy

Kto jest kim

05/1995 07/1995
       Lista nazwisk w bazie danych "Kto jest kim"

ATEST 06/1995

Wacław Gudalewicz

Wacław Gudalewicz
Wacław Gudalewicz

To nazwisko u jednych budzi objawy sympatii, u innych wesołość - bywa jednak, że i popłoch. Jest to skutkiem niekonwencjonalnego sposobu bycia pana Wacława; obawy zaś wynikają z jego konsekwencji w dążeniu do celu. Bywa trudnym przeciwnikiem. Przede wszystkim pan Wacław nie uznaje autorytetów. Uważa, że nie ma rzeczy niemożliwych, nie ma dygnitarzy zbyt wielkich, aby nie można było do nich dotrzeć. W myśl tej normy działał już jako osoba prywatna, a jeszcze skuteczniej od dwóch lat, jako prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników Służby BHP. Nie zapomnę zjazdu założycielskiego, na którym złamał klasyczną etykietę ceremoniału powitalnego. Najpierw co prawda przywitał pana prezydenta, który nie mógł przybyć z powodu nawału zajęć służbowych, zaraz potem osobistych znajomych z tylnych rzędów, którzy pomogli mu w tworzeniu stowarzyszenia, a później na przemian dyrektorów, ministrów, redaktorów i głównych specjalistów z resortów.

Pana Wacława poznałem przed 10 laty, na spotkaniu założycielskim stowarzyszenia behapowców w Karpaczu. Przywiózł z sobą kilkadziesiąt osób, głównie kobiet, które wyraźnie oczarował. Jak pamiętamy, z tej i kolejnej próby powołania stowarzyszenia nic nie wyszło - ze względów administracyjnych, a w gruncie rzeczy politycznych. W następnych latach Wacław Gudalewicz został samozwańczym emisariuszem behapowców; przynosił nam notatki (których był inspiratorem), a to z "Życia Warszawy", a to znów z "Rzeczypospolitej". Wynikało z nich, że behapowcom potrzebne jest stowarzyszenie. Pisał w różnych sprawach tak dużo, że zachorował na "pisarski" skurcz ręki. Trzeba przyznać, że bez jego aktywności nie byłoby stowarzyszenia.

Obecnie, po miodowych miesiącach, organizacja przeżywa najtrudniejsze chwile, spowodowane wypaleniem się pierwszego entuzjazmu i brakiem najskuteczniejszej motywacji dla członków, tj. możliwości zdobycia pieniędzy albo uzyskania nowych szans życiowych dla zrzeszonych. Pojawiły się już pierwsze frakcje w stowarzyszeniu, ale pan Wacław trzyma się mocno.

Na razie stowarzyszenie w niewielkim stopniu zmieniło pozycję środowiska zawodowego behapowców. Prezes próbował wyegzekwować nieledwie siłą pewne należne przywileje, na przykład wdzierając się prawie na obrady Prezydium Komitetu Ergonomii i Ochrony Pracy NOT. W tym przypadku udało mu się. Ale w Radzie Ochrony Pracy stowarzyszenie nie uzyskało prawa do swojego przedstawicielstwa, mimo że znalazło się w niej miejsce dla specjalności pozabehapowskich. Być może wynika to z obawy urzędników, że nie bardzo będą sobie mogli poradzić z żywiołowością pana Wacława; z niechęci do konfrontacyjnych sytuacji, których na forum rady nie brakuje. Trzeba przypomnieć, że przed kilku laty pewien wysoko postawiony w naszej branży urzędnik państwowy otwarcie lekceważył Wacława Gudalewicza. Ten zaś zbierał na niego "haki", jak się wydaje bardzo skutecznie. Dygnitarz przestał pełnić swoje obowiązki - chyba głównie z powodów politycznych, ale obawy przed zadarciem z Gudalewiczem pozostały. Stąd uprzejma rezerwa różnych organizacji względem stowarzyszenia (czytaj: prezesa organizacji).

Być może decydenci obawiają się długich przemówień W. Gudalewicza, do których ma widoczną słabość. W swojej organizacji lubi demokrację, ale do pewnych granic. Na spotkaniu przewodniczących oddziałów w Gdańsku głosował na przykład na "pięć rąk" - zbierał upoważnienia od osób wyjeżdżających wcześniej. Przy tym wszystkim jest pan Wacław człowiekiem sympatycznym i życzliwym, klasycznym Wilniukiem, rubasznym i wesołym.

W życiu jadł chleb z niejednego pieca. Mieszkał m.in. w Lidzbarku Warmińskim, Myśliborzu, Szczecinie, Gdańsku, wreszcie osiadł na stałe w Warszawie. Ukończył kilka szkół - zawodową, po której jest ślusarzem narzędziowym, technikum - specjalność obróbka skrawaniem, a także kilka studiów pomaturalnych - turystyczno-hotelowe, gastronomiczne oraz bezpieczeństwa i higieny pracy. Ma także kartę pływacką i rowerową oraz prawo jazdy, za to nie ma samochodu. Jak sam mówi - bywał żonaty, ale teraz jest wolny i... czeka.

Zajmował różne stanowiska, robotnicze i kierownicze m.in. w Hucie "Warszawa" i FSO, w służbach socjalnych "Ursusa" i w gastronomii. Od kilku lat pracuje jako behapowiec w Przedsiębiorstwie Spedycji Międzynarodowej "Hartwig" w Warszawie. Oddziały firmy znajdują się na terenie całego kraju, więc ma okazję do doglądania pracy stowarzyszenia. Działa aktywnie także w innych organizacjach społecznych, jest członkiem Zarządu Głównego Przyjaciół Grodna i Wilna, a także członkiem Towarzystwa Przyjaciół Wilna i Ziemi Wileńskiej, był prezesem, teraz jest członkiem warszawskiego Klubu Federacji Konsumentów.

Miewa oryginalne pomysły. Najbardziej pamiętam publiczne wystąpienia W. Gudalewicza, w których kwestionował prawo wysokich urzędników państwowych do pełnienia funkcji kierowniczych z powodu braku szkolenia bhp. Taki zarzut postawił m.in. byłemu ministrowi Falandyszowi na łamach "Życia Warszawy". Jednym słowem, trudno zaszufladkować pana Wacława. Ostatnio na przykład zrzekł się obowiązków prezesa Stowarzyszenia. Ale kto wie, czy nie jest to manewr taktyczny...

Gdybym miał z kimś porównywać W. Gudalewicza to - przy zachowaniu proporcji - porównałbym go z Lechem Wałęsą. Ma podobne metody i nade wszystko jest skuteczny. Dlatego najbliższą kampanię do władz stowarzyszenia będę obserwował z dużym zainteresowaniem. Uważam, że ma szanse identyczne jak pan prezydent.

 
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2019

Liczba odwiedzin od 2000 r.: 32448207