ATEST Ochrona Pracy

21 marca 2019 r.

[Prenumerata] [Spis treści]     

 

Kto jest kim w ochronie pracy

ATEST Ochrona Pracy

Kto jest kim

09/1997 11/1997
       Lista nazwisk w bazie danych "Kto jest kim"

ATEST 10/1997

Andrzej Świątkowski

Andrzej Świątkowski
Andrzej Świątkowski

Przed laty wpadł mi w ręce skrypt CIOP, w którym znalazłem kilkanaście publikacji behapowskich. Miała to być, zdaje się, "przymiarka" do popularnego poradnika bhp. Teksty jak teksty, poprawne ale nudne, pisane żargonem organizatorsko-prawnym z dodatkiem terminów technicznych i medycznych. Przeglądając, trafiłem nagle na kilkanaście stron zupełnie innych: jasnych zdań, wywodu odwołującego się do realiów. Muszę poznać tego człowieka - pomyślałem. Okazało się, że autor publikacji, Andrzej Świątkowski, już nie pracował w instytucie, ale gdzieś w budownictwie. Znalazłem A. Świątkowskiego. Zaczął bywać w redakcji prawie codziennie, po ciężkiej pracy przyjeżdżał na drugi koniec Warszawy żeby porozmawiać o tym co go interesuje. A interesowała go technika i bezpieczeństwo pracy postrzegane w ścisłym związku z rozwojem techniki.

A. Świątkowski jest rzadkim przypadkiem inżyniera wszechstronnego. Kimś, kto myśli i kojarzy sprawy z różnych, pokawałkowanych formalnymi podziałami dyscyplin technicznych. Znam doskonałych chemików, którzy niepewnie czują się w najprostszych kwestiach budowlanych, specjalistów budowy maszyn, którzy mają kłopoty z podstawową chemią. Prawie wszyscy inżynierowie nie potrafią się "odnaleźć" w elementarnych sprawach elektrycznych.

Świątkowski porusza się bardzo płynnie po różnych obszarach techniki, przy tym bardzo chętnie odwołuje się do norm, które jego zdaniem stanowią niezbędną formę dyscyplinowania poczynań inżyniera. System DIN-owski fascynuje go - tysiące norm nie pozostawiających wątpliwości. Nie ma sensu, uważa, odkrywanie Ameryki przez każdego człowieka parającego się techniką. Nie ma sensu amatorska interpretacja wymogów techniki. Zarazem A. Świątkowski kocha syntezy, uogólnienia nawet bardzo radykalne.

Szanuje myśl twórczą, nienawidzi tandety. Kiedyś przy okazji CIOP-owskiego dorocznego konkursu Poprawy Warunków Pracy zaproponowałem mu prywatną ocenę jakości zgłoszonych projektów, taki nieoficjalny ranking. Opublikowaliśmy ten tekst. Za najlepsze uznał drobne rozwiązanie - urządzenie do badania szczelności butli gazu LPG po napełnieniu. Była w tym myśl twórcza, błyskotliwość, prostota, konkludował, których brakowało w nagradzanych rozwiązaniach z dużych fabryk. Zwiększenie sprawności elektrofiltra o 1% w dużej elektrowni powoduje odzysk setek tysięcy ton pyłu, poprawia warunki pracy setek, może tysięcy ludzi, ale zwykle nie kryje się za tym żadna oryginalna myśl techniczna. Andrzej dobrze korzysta ze swoich szarych komórek i oczekuje tego od innych, zwłaszcza inżynierów.

Pora aby przytoczyć skrócony biogram. Andrzej Świątkowski urodził się przed niespełna 50 laty w Warszawie. W jego bezkompromisowości jest wiele właśnie z chłopaka z Pragi. Skończył dobre liceum im. Władysława IV. Interesował się wówczas polityką. Z kilkuosobowym szkolnym zespołem dotarł do finału ogólnopolskiej Olimpiady Wiedzy o Polsce i Świecie Współczesnym. Myślał o Wyższej Szkole Służby Dyplomatycznej. Ale tuż przed rozgrywką finałową na jego miejsce wprowadzono syna stołecznego bonzy. Właśnie dlatego, że finał dawał paszport do służby dyplomatycznej. To przeżycie Andrzej pamięta do dziś. Pewnie dlatego tak ostro przeciwstawia się tak zwanym układom. Jest prostolinijny - dla wielu aż nazbyt. Może i dobrze dla niego, że nie został dyplomatą.

W przeciwieństwie do licznych przefarbowańców Andrzej nie ukrywa swojej przeszłości. Pracował społecznie w ZMS, był szefem organizacji śródmiejskiej w Warszawie. Wyleciał kiedy przeciwstawił się dzieleniu talonów po znajomości. Miał komfort niezależności, był fachowcem. Skończył technologię chemiczną w Politechnice Warszawskiej, a później także studium podyplomowe Wydziału Inżynierii Sanitarnej i Wodnej.

Tuż po studiach podjął pracę w CIOP, w Zakładzie Bezpieczeństwa Pracy i Ergonomii, którym kierował swojego czasu Franciszek hrabia Głuski, o którym Świątkowski mówi "mój Mistrz i Nauczyciel". W zespole tym wychowało się kilku znakomitych inżynierów. Po odejściu inż. Głuskiego nie widział dla siebie przyszłości w instytucie.

Poszedł do dużej firmy projektowej "Prochem" (obecnie na giełdzie). Właśnie prowadziła ona rozbudowę tarchominskiej "Polfy". Mnóstwo technologii licencyjnych, maszyn z importu. Andrzej Świątkowski zajmował się głównie montażem, rozruchami instalacji; tam zetknął się z sytuacjami, których nie sposób znaleźć w żadnej literaturze fachowej. Trzeba było myśleć i działać szybko. Po kilku latach wyjechał na budowę do Neubrandenburga, gdzie pracował rok. Czuł się tam znakomicie, znał dobrze język niemiecki, na wiele spraw miał podobne poglądy jak jego niemieccy koledzy.

Odbił się finansowo, w krótkim czasie i w sporej części własnymi rękami wybudował okazały dom w podwarszawskich Ząbkach.

Dwa lata temu trafił do GIP. Specjalizuje się tam w listach kontrolnych dla oceny urządzeń technicznych, choć koledzy z terenu, też przecież inżynierowie, skarżą się, że daje zbyt trudne wytyczne. Andrzej Świątkowski chyba ciągle szuka miejsca dla siebie.

Ostatnio kapituła wyróżnienia "Złote Szelki", przyznawanego po raz pierwszy przez naszą redakcję, uznała jego artykuł za najlepszy spośród 8 publikacji różnych autorów w roku 1996. A. Świątkowski w nagrodzonej publikacji "Katastrofy po polsku", (A-OP nr 4/96) w oryginalnej ale i odwołującej się do praktyki formie, dyskontuje swoje doświadczenia z instytutu i przemysłu.

 
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2019

Liczba odwiedzin od 2000 r.: 32448288