ATEST Ochrona Pracy

23 marca 2019 r.

[Prenumerata] [Spis treści]     

 

Kto jest kim w ochronie pracy

ATEST Ochrona Pracy

Kto jest kim

09/1998 11/1998
       Lista nazwisk w bazie danych "Kto jest kim"

ATEST 10/1998

Aleksander Stukowski

Aleksander Stukowski
Aleksander Stukowski

Znam, jak sądzę, sporo ludzi wykształconych, iluś tam jednocześnie zasługujących na miano myślących, ale tylko jednego doktora wszechnauk, jak go prywatnie nazywam. Tym człowiekiem jest dr Aleksander Stukowski. Z równą łatwością i znawstwem rozprawia na temat mechanizmów reakcji katalitycznych, jak i pochodzenia nazw miejscowości, czy też szkoły nowopruskiej w architekturze obronnej. A przy tym nierzadko zdarza mu się powiedzieć "nie wiem". W epoce specjalizacji tego rodzaju właściwości umysłu, tak niegdyś typowe dla zwykłych inteligentów, stały się rzadkością.

Aleksandra poznałem przed blisko siedmiu laty i od razu zaproponowałem mu współpracę - z wielką korzyścią dla naszego pisma, redakcji, a zwłaszcza czytelników. Także dla niego samego, mającego wreszcie okazję "wypisać" się oszczędną acz nienaganną polszczyzną. Uprzednie kontakty Aleksandra z prasą były - poza oczywiście czytaniem - innego rodzaju. Wysyłał mianowicie nałogowo do "Prawa i Życia" wycinki z gazet zawierające ewidentne błędy prawne i opatrywał je dowcipnymi komentarzami. Wycinki takie nadsyłali czytelnicy z całego kraju ("PiŻ" publikowało je potem w nieistniejącej już dzisiaj rubryce "Walka z bykami"). W prowadzonym przez redakcję rankingu dr Stukowski zajmował regularnie pierwsze, a najdalej drugie miejsce. Jest doktorem chemii, ale jako inspektor pracy poznał praktycznie znaczne obszary prawa. Doprawdy trudno zliczyć liczne batalie z prawnikami, które wygrał.

Czytałem jego recenzję posłaną do znakomitego wydawnictwa naukowego, w którym zespół polskich profesorów medycyny przetłumaczył uchodzące za wybitne i napisane z pozorną solidnością dzieło kolegów niemieckich. Dr Stukowski wyłapał w nim błędy pasujące wręcz do dowcipów o milicjantach, świadczące że specjaliści od medycyny mieli istotne luki w elementarnej wiedzy z dziedziny fizyki i chemii. Jedyną reakcją na recenzję był list jednego z twórców polskiej wersji dzieła, w którym autor (z braku rzeczowych argumentów) dał wyraz swemu oburzeniu, że chemik ośmiela się pouczać utytułowanego wielce lekarza. Choć ów chemik wypowiadał się akurat o chemii, a nie o medycynie.

Próbki jego talentów i wnikliwości recenzenckiej mieli nasi czytelnicy przy okazji oceny nowych przepisów z zakresu bhp. Przykładem publikacje: "Szczególna sprawność psychofizyczna - lepiej pracować z kacem", "Minister zamiast drwala" i kilka innych.

Aleksander Stukowski pisuje na różne tematy, przede wszystkim relacjonuje poznańskie imprezy targowe. Robi to ze znawstwem - wyłowienie spośród tysięcy wyrobów tych zasługujących na uwagę (zgodnie z profilem naszego miesięcznika) wymaga wielkiej wiedzy technicznej. Dwa lata temu, w konkursie na najlepsze publikacje o targach, ogłoszonym przez MTP z okazji ich 75-lecia, A. Stukowski zdobył jedną z trzech głównych nagród.

Jest od lat zamiłowanym, a przy tym kwalifikowanym turystą i krajoznawcą. Chodzi po górach i nizinach. W soboty i niedziele wybiera się z aparatem, aby pofotografować różne dziwne rzeczy, np. ozdobne żeliwne pokrywy studzienek kanalizacyjnych i hydrantów, albo balustrady w klatkach schodowych starych kamienic.

W czasach, gdy wypada pojechać na Mauritius, do Egiptu, od biedy do Tunezji (Costa Brava zbyt popularne) Aleksander z gronem kilkunastu przyjaciół od lat włóczy się po Polsce. Nocują w szkolnych schroniskach, zwiedzając dokładnie to Góry Sowie, to Suwalszczyznę. Jeszcze jest w Polsce tyle do zobaczenia.

Pora na bardziej oficjalny biogram. Od urodzenia Aleksander Stukowski mieszka w Poznaniu, gdzie skończył dobre liceum (nr 3, mniejsza o nazwę, bo ta zmieniała się w zależności od przemian ustrojowych). W roku 1968 ukończył chemię na uniwersytecie. Po studiach został na uczelni, ale miał pecha; po kilku latach pracy nad doktoratem zmarł mu promotor. Wyznaczono następcę, ale ten ostentacyjnie okazywał brak zainteresowania podrzuconym przez władze wydziału "kukułczym jajem"; w efekcie wszystko się przesunęło w czasie i Aleksander został w 1977 r. "wyrotowany", czyli po prostu zwolniony. Pracę doktorską obronił w 3 miesiące później. Przez rok pracował w spółdzielni farmaceutyczno-chemicznej, a w październiku 1978 r. (czyli dokładnie 20 lat temu) trafił do inspekcji pracy (wówczas jeszcze związkowej) Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia. Po utworzeniu PIP nadzorował przemysł spożywczy, stając się z czasem specjalistą od zagrożeń wybuchem, typowych dla niektórych branż tego przemysłu. Słowo "specjalista" oznacza tu wiedzę merytoryczną, a nie zajmowane stanowisko - uzyskał w 1984 r. służbowy tytuł starszego inspektora pracy i pozostał przy nim do dziś.

Obecnie dr Stukowski nie zajmuje się na co dzień kontrolami. Działa w sekcji profilaktyki, pełniąc jednocześnie obowiązki rzecznika prasowego Okręgowego Inspektora Pracy.

Deklaruję, że w siedzibie Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie (gdzie od roku mieści się redakcja) strzelą w górę nie tylko korki od szampana, ale i kolorowe race, gdyby w hierarchii inspekcyjnej przybyła Aleksandrowi choćby jedna "belka".

 
 

©ATEST-Ochrona Pracy 2019

Liczba odwiedzin od 2000 r.: 32483948